Walt Whitman
Czy nigdy na ciebie nie przyszła godzina
▲Czy nigdy na ciebie nie przyszła godzina
Boski promień spadający nagle, aż pękają te bańki mydlane, woda, bogactwo,
Te gorliwe cele działania — książki, polityka, sztuka, amory,
I nie zostaje zupełnie nic?
Noc na preriach
▲Noc na preriach,
Już po kolacji, przygasa, tli się ognisko,
Zmęczeni emigranci śpią, owinięci w koce.
Sam idę w ciemność, przystaję i patrzę na gwiazdy.
Wydaje mi się, że ich nigdy dotąd nie pojąłem.
Teraz wstępuje we mnie pokój i nieśmiertelność,
Pochwalam śmierć i sumuję dane.
Jakie skróty! Jaka zgodność! Jaka plenitudo!
Ten sam dawny człowiek i dusza — te same stare dążenia i treści.
Wierzyłem we wspaniałość dnia, aż nie-dzień pokazał mi inną,
Myślałem dość o tej planecie, aż otoczyły mnie miriady planet.
Przestrzeń i wieczność napełniły mnie, siebie zmierzę ich miarą,
Żywoty innych planet przeniknęły mnie, zrównane z żywotami na ziemi
Albo czekające, żeby się zrównać, albo wyższe od naszych.
Odtąd będę pamiętał, że są, jak jest moje życie,
Jak życie ludzi, którzy doszli tam, gdzie ja doszedłem, albo kiedyś dojdą.
Teraz już wiem, życie nie zdoła pokazać mi wszystkiego, jak nie zdoła dzień.
Teraz już wiem, mam czekać na to, co śmierć mi pokarze.
O, żyć zawsze i zawsze umierać
▲O, żyć zawsze i zawsze umierać!
O, pogrzeby mnie dawnego i teraźniejszego,
O, ja kroczący naprzód, materialny, widzialny, władczy jak zawsze,
O, ja i to, czym byłem latami, teraz umarły. (Nie płaczcie po mnie, bo jestem zadowolony.)
O, uwolnić się od tych zwłok mnie samego, na które odwracając się patrzę tam, gdzie je rzuciłem,
Iść dalej (O, żyć zawsze!) i zostawić zwłoki za sobą.
Kim ostatecznie jestem
▲Kim ostatecznie jestem? Dzieckiem tylko, które lubi dźwięk
swego imienia i powtarza je ciągle.
Odłączam się, żeby słyszeć — nigdy mnie to nie nudzi.
Twoje imię dla ciebie tak samo.
Czy pomyślałeś, że wszystkim są dwie albo trzy intonacje
w dźwięku twego imienia?
Ostatnia inwokacja
▲Teraz już lekko
Spomiędzy murów potężnej fortecy,
Spod straży zamków, spod opieki zatrzaśniętych drzwi
Dajmy się unieść w górę.
Powinniśmy wyślizgnąć się bez szmeru.
Kluczem łagodności odrygluj zamki, szeptem
Każ otworzyć się drzwiom, duszo.
Lekko — nie bądź niecierpliwa
(Mocny twój uchwyt, o ciało śmiertelne,
Mocny twój uchwyt, o miłości).
Walt Whitman (1819-1892)
Amerykański pisarz. Jeden z najwybitniejszych poetów w dziejach literatury USA. Był drukarzem i dziennikarzem. W czasie wojny secesyjnej (1861-1865) służył w armii prezydenta A. Lincolna jako sanitariusz.
Światową sławę przyniósł mu zbiór poezji Źdźbła trawy (1855, rozszerzany i poprawiany w kolejnych edycjach do 1892). W pisanych wolnym wierszem poematach-rapsodach sławił człowieka jako istotę zdobywczą, twórcę cywilizacji urbanistyczno-przemysłowej, a zarazem integralną cząstkę przyrody i Wszechświata (np. Pieśń o sobie samym, Dzieci Adama).
Ameryce przypisywał misję szerzenia postępu i wolności w świecie (Bicie bębna, O, pionierowie!). Zwolennik idei równości i braterstwa wszystkich ludów, ras oraz klas społecznych. Reformator wersyfikacji i poetyki, wpłynął na poezję amerykańską, a także europejską.
Polskie przekłady m.in. w zbiorach: 75 poematów (1934), Źdźbła trawy (1966), Poezje wybrane (1971), Kobieta czeka na mnie (1991), Pieśń o sobie (1992). ▲
