Silva Rerum

Dziś jest sobota, 19 maja 2012 r.
Potępiają to, czego nie rozumieją. Kwintylion
Zaloguj! Pobierz jako PDF! Wydrukuj!

Wstrząsające krajobrazy

Tomasz Jastrun

Warszawa, wrzesień 1977



Tomas Tranströmer jest poetą uderzającym. Uderza pięścią metafory. Siłą tej poezji są paradoksy, odwaga wizji, odmienność poetyckiego świata rozpoznawalnego w każdym swoim skrawku. Jeśli można zaryzykować definicję poezji, jedną z wielu możliwych, czy raczej niemożliwych poezja to: na jak najmniejszej przestrzeni, najpiękniej, najmocniej a zarazem najbardziej delikatnie powiedzieć jak najwięcej. Poezja Tranströmera w tej definicji znakomicie się mieści. Cechą jego wierszy jest łączenie w sobie elementów sprzecznych: siły i delikatności, ogólności i detalu, mroku i światła, ja i nie-ja. Niewidoczny łuk międzysłowny, który godzi owe sprzeczności, jest magią tych wierszy. Niezwykle wiele dzieje się między słowami, między obrazami i zwrotkami wiersza. Jakby jakiś niezwykły kolekcjoner składał wielkie kolaże, z przedmiotów i zjawisk wynajdowanych na północnym śmietniku.

I znowu ta metafora, która wydaje się niemożliwa w swoim rozmachu, a jednak otwiera nowe krajobrazy. Zdarza się też inny typ wiersza, jak Z lipca 90, o pogrzebie przyjaciela, arcydzieło zbudowane na jednym oddechu.

W niedokończonym eseju wspomnieniowym Muzeum motyli poeta pisał: Zimą, kiedy miałem 15 lat, doznałem ogromnego lęku. Dopadł mnie reflektor wysyłający ciemność zamiast światła. Ten reflektor do dzisiaj wędruje w poezji Tranströmera, to on wyrąbuje drogę, którą jedzie podróżny. A motyw podróży, hotelu jest częsty w tej pełnej ruchu poezji. Gdzie jestem? KIM jestem? Jestem czymś co budzi się na tylnym siedzeniu, szamoce się w popłochu jak kot w worku. Kim? Poeta odpowie paradoksalnie winnym utworze:

Jestem niesiony w mym cieniu
jak skrzypce
w czarnym pudle

Tomas Tranströmer, z zawodu psycholog, jest archeologiem i geologiem ludzkiej wyobraźni. Wiele z tych utworów skupia się wokół miejsc, które tworzą w poetyckim kosmosie czarne dziury, coś w rodzaju słownej antymaterii, która krzepnie dzięki paradoksom. Tak, ten poeta jest obdarzony niezwykłym darem tworzenia obrazów, które muszą nas zaskoczyć. Są poeci, jak Leśmian, tak zagęstnieni, że aż robi się duszno nad ich wierszami. Tranströmer ze swoimi wielkimi przestrzeniami, które wypełnione są zaskakującymi przedmiotami pamięci, otwiera przestrzeń, która wstrząsa i nas orzeźwia. Jego wiersze są przestrzenne jak Szwecja i jak zimowa Szwecja są stalowo-szare. Jezioro jest oknem na ziemię. Ta poezja ma w sobie chłód, który jednak omija serce.

Jak każda wielka poezja wiersze szwedzkiego poety wymykają się definicji. Liczne ich elementy są zaskakujące, też zaskakująco proste. Ale ta pozorna prostota jest poważnym wyzwaniem dla tłumacza. Wydaje się, że Leonard Neuger pokonał liczne przeszkody i podarował nam bardzo dobry przekład, zakorzeniając w polskim języku pisarza, którego uważam za jednego z najbardziej odważnych i oryginalnych współczesnych poetów.

Tomas Tranströmer urodził się w 1931 roku w Sztokholmie. Jest psychologiem i do czasu choroby pracował w swoim fachu, pisał więc wiersze na marginesie wolnego czasu. Mieszka w niewielkim Västeras, też z boku wielkiego świata. Jest skromnym i bezpośrednim człowiekiem. Poznałem go w Sztokholmie w roku 1990. Odbyło się wtedy niezwykłe spotkanie w podziemiach Szwedzkiej Akademii z udziałem polsko-szwedzkiej publiczności. Czytałem przekłady jego utworów po polsku, on czytał swoje wiersze w oryginale. Nigdy nie zapomnę nastroju tej sali, również dlatego, że w kilka tygodni potem choroba powaliła tego pełnego energii i sił człowieka. Pośrodku życia bywa, że nieraz śmierć przychodzi: bierze miarę z człowieka.

Mimo choroby, częściowego paraliżu, Tranströmer nadal podróżuje, nie tylko w poezji. Bywa też w Polsce, do której ma tak wiele sympatii.


blog comments powered by Disqus