Warstwa narracyjna
w powieści „Szmira” Charlesa Bukowskiego
Andrzej Barabasz
Na wstępie wypada przedstawić autora omawianej książki. Nie dla stylu, nie po to, by wypełnić czymkolwiek puste miejsce lub "przybliżyć czytelnikowi postać autora", ale dlatego, że ma to istotne znaczenie w analizie tej nietuzinkowej narracji. Szanowny czytelniku: Charles Bukowski alias Henry Chinaski. Bokser i macho, włóczęga i pijak, najemny robotnik fizyczny, znawca przytułków, burdeli i więzień; wreszcie self-made man uznany za jednego z największych amerykańskich pisarzy, fetowany przez uniwersyteckich egzegetów i zachłannie czytany przez tysiące zwolenników, awangardowy twórca wydawany w masowych nakładach. Bukowski nigdy nie pozwolił się zaszufladkować. Wieczny outsider, z założenia apolityczny, występował przeciw komercyjnym nurtom współczesnej poezji amerykańskiej. Charakterystyczny dla pisarstwa Bukowskiego bohater, to człowiek z marginesu społecznego, sceptyczny wobec człowieka, jednocześnie szukający z nim porozumienia, kontaktu. Taki jest właśnie Nick Ballain, główny bohater i narrator "Szmiry", którego historia czerpie z klęsk, rozczarowań i porażek autora.
"Szmira" była dla Bukowskiego próbą "czegoś nowego" , innowacją w sposobie narracji. Uważał, że w miarę upływu lat pisze coraz lepiej - choć w środku czuł się taki sam, tylko silniejszy. Pytany o literackie fascynacje, przyznawał się między innymi do Celine'a, którego twórczość, szczególnie kontrowersyjna "Podróż do kresu nocy", utrzymana była w skrajnym wydaniu poetyki języka mówionego. Tak jest i z powieścią będącą przedmiotem tej pracy. Sam autor przyznawał się, że jest ona bez wątpienia "najbardziej świńską i dziwną rzeczą jaką dotąd napisał" i "albo go ukrzyżują, albo wszyscy zaczną pisać tak jak on" . Bukowski lojalnie uprzedza czytelnika o jakości dzieła już samym tytułem, określając je jako utwór literacki bez żadnych wartości artystycznych i ideowych.
Narracja w "Szmirze" rzadko dotyczy tego, co chcielibyśmy poznać. Ten pozorny truizm muszę wyjaśnić dokładniej. Świat przedstawiony jest światem Nicka Ballaine'a, jest jego filmem, jego pamiętnikiem, zeszytem z przypadkowymi zapiskami. Notuje w nim nie to, co jest istotne dla przesłania książki, ale to, co pobudza głównego bohatera do jakiejkolwiek formy aktywności lub w hałaśliwy sposób zwraca na siebie jego uwagę. Pod pozorem nic nie znaczących dialogów, we mgle łudzącej prozaiczności, tworzy się paralelna rzeczywistość, niosąca prawdziwe przesłanie powieści. Ten niezwykle kunsztowny pastisz stylów i konwencji spotykanych w brukowej prozie obnaża żałosną nijakość osaczającej nas wszędzie kultury masowej, różewiczową "bylejakość" relacji międzyludzkich. I czyni to w sposób tak brawurowy, wręcz hipnotyzujący, że doprawdy trudno się od książki oderwać. Na czym więc polega sekret tej narracji?
Bukowski tworzy w swych opowieściach odrębny styl, nie inaczej jest w "Szmirze" - z tą różnicą, że staje się ona sztandarowym przykładem, eskalacją bylejakości. Wiele znaczy tu rytm, napięcie, surowość, szorstkość - ale przede wszystkim: nie może to być "dobry" styl. Każda próba analizy narracji "Szmiry", bez względu na sposób podejścia do tekstu, szybko napotyka zasadniczy problem - kłopot ze znalezieniem podstawowych tropów stylistycznych.
W sposobie przedstawiania przez Bukowskiego świata Nicka Ballain'a mało jest rzeczy pewnych i niezmiennych. Na pewno to, że nie mamy tu odczynienia z obiektywnym i wszechwiedzącym narratorem. Jest nim główny bohater, ale robi to w sposób trudny do sklasyfikowania. Narracja jest oschła, słownik jest ubogi i banalny, przesycony
wulgaryzmami. Nie odnajdziemy tu wysmakowanych metafor, nużących opisów ludzi i ich otoczenia, w gruncie rzeczy opisów w ogóle. Narracja jest dialogiem. Czasem Bukowski opowiada nam historię tak, jakbyśmy siedzieli obok niego, powtarza niektóre rzeczy, czasem zbędnie - ale właśnie tak, jak to robimy w mowie naturalnej; czasem opowiada samemu sobie, pisze
intymny pamiętnik, który nieświadomie czytamy. Z mijających dni wybiera tylko to, co
najważniejsze - i nie przeżycia wewnętrzne, ale otaczającą głównego bohatera akcję - niektóre redukuje do jednego zdania:
Pominę resztę dnia i wieczór, nic ciekawego się nie działo, nie ma o czy gadać.
Bukowski podzielił swoją powieść na ponad pięćdziesiąt małych rozdziałów, które w swej formie przypominają ujęcia na planie filmowym - stanowią skończony ciąg kadrów niosących określoną informację. Podział jest zdeterminowany zmianą ilości postaci biorących udział w scenie lub, częściej, zmianą "planu zdjęciowego". Wyjątkiem są rozdziały-zdania, w których pamiętnikarskim stylem jesteśmy często informowani o tym, że "do końca dnia nie działo się już nic ciekawego", względnie przez cały dzień:
Kiepski dzień
Naprawdę był to wyjątkowo kiepski dzień. [s. 133]
Opisy świata przedstawionego pozbawione są niemal zupełnie przymiotników. Charakteryzowany jest w zasadzie tylko "aktywny" świat przedstawiony, dominują czasowniki, ponieważ to, co statyczne, pozbawione jest znaczenia. Przymiotniki pojawiają się jedynie tam, gdzie użyty czasownik lub rzeczownik wymusza w mowie potocznej ich obecność. Powtórzenia, które gdzie indziej uznalibyśmy za zabieg stylistyczny, tu wynikają ze sposobu narracji. Jest on dialogiem, rozmową, potocznym językiem - podobnie jak w nim, tak i w "Szmirze" wypowiedzi narratora są nieprzygotowane, spontaniczne, krystalicznie czyste i naturalne. Redundancja ujęta w poniższym przykładzie w kostium anafory, została zastosowana przez autora świadomie, ale nie w celu, na przykład, rytmizacji - byłaby to nadinterpretacja. Takie powtórzenia stosujemy po prostu często w mowie potocznej, tam nie możemy ich poprawić, więc i Bukowski pozwala opisywać historie Nickowi Ballain'owi tak, jak on tego chce - niechlujnie i pospolicie:
Potem Céline skręcił na Harbor Freeway.
Potem na autostradę Santa Monica.
Potem na autostradę San Diego. W kierunku południowym.
Potem zjechał z autostrady, a ja za nim. Okolica wyglądała znajomo. Trzymałem się kilkadziesiąt metrów za nim. Miałem nadzieję, że nie spogląda zbyt często do lusterka.
Potem zobaczyłem, że zwalnia. [s. 39]
Zdania podrzędnie złożone z zasadzie w ogóle nie występują. Nie tylko nie pasowały by do całości, jako zbyt skomplikowane dla narratora, ale przede wszystkim byłyby nienaturalne, obce. Dominuje parataksa, ale nawet współrzędnie złożone, rozbudowane zdania są rzadkością: najczęściej ograniczają się do układu podmiot - orzeczenie - dopełnienie, względnie okolicznik. Wypowiedzi obfitują w równoważniki zdań, czy nawet pojedyncze słowa:
Miałem zły dzień. Tydzień. Miesiąc. Rok. Życie. Cholera jasna. [s. 42]
Podobnie konstruowane są dialogi: zredukowane do samych wypowiedzi, pozbawione są jakiegokolwiek komentarza o sposobie artykulacji, zachowaniu mówiącego czy jego intencjach. Sporadycznie pojawiająca się dodatkowa informacja rzadko donosi czytelnikowi o czymś, czego sam nie mógłby się domyśleć:
-Tak - potwierdziła. [s. 11]
- Nie - zaprzeczył. [s. 13]
- Co? - spytał. [s. 15]
- O, kurwa! - zakląłem. [s. 40]
lub zwraca uwagę na szczególne zachowanie bohaterów i tylko takie, których nie można wywnioskować z treści wypowiedzi:
- Pani Śmierć.
- Pani Śmierć? - Parsknął śmiechem. - Nie rób ze mnie balona. [s. 66]
Pozostała część dialogów, wypełniających statystycznie ponad dwie trzecie książki, przypomina tłumaczenie rozmowy w oglądanym w kinie filmie. Myślę, że jeden dłuższy przykład powie o konstrukcji dialogu w "Szmirze" więcej, niż zbyt długi, a z pewnością bardziej nużący opis:
- Wciąż tu jestem, Belane.
- Kochana, dlaczego nie zafunduje sobie pani wakacji?
- Nie mogę. Za bardzo lubię swoją pracę.
- Czy mogę panią o coś spytać?
- Pewnie.
- Czy pani działalność ogranicza się do Ziemi?
- Co takiego?
- No, chodzi mi o to, czy w zakres pani obowiązków wchodzą również, no, kosmici?
- Jasne. Kosmici, robaki, psy, pchły, lwy, pająki i cała reszta.
- Dobrze wiedzieć.
- Co dobrze wiedzieć?
- Że umie sobie pani radzić z kosmitami.
- Nudzisz mnie Belane.
- Bardzo się cieszę, naprawdę.
- Słuchaj, mam sporo pracy...
- Tylko jedno pytanko...
- No dobra. Wal.
- Jak się załatwia kosmitę?
- Nic prostszego.
- Nie można ich zastrzelić. Więc jak?
- Tajemnica zawodowa.
- Mnie może pani powiedzieć, słodziutka. [s. 89]
Czytelnik powinien czuć wdzięczność dla autora, że nie ograbił dialogów ze znaków interpunkcyjnych - przy braku dodatkowego opisu szczególnie dotkliwy byłby brak wielokropka. Można by było przeczytać "Szmirę" odnosząc wrażenie, że postacie wszystko czytają z kartki, bo nigdy nie zawieszają głosu. Co do tego ostatniego: Bukowski zdaje się uznawać tylko dwa sposoby mówienia - normalny i wrzask. Nie krzyk - ten wyróżnia zastosowanie zwykłego wykrzyknika i nic ponad to - ale wrzask. Rzeczony ryk bohaterów realizowany jest wizualnie za pomocą wersalików:
Hal Grovers wbiegł do pomieszczenia.
- BELANE! CO PAN TU ROBI!
- CO ROBIĘ? CO ROBIĘ? JAK TO CO? A PAN GDZIE BYŁ, DO JASNEJ CHOLERY?
- W TOALECIE. DLACZEGO PAN TAK WRZESZCZY?
- BO TAM LEŻY TRUP! BABKA Z CYCAMI JAK MELONY!
Grovers podszedł do trumny i podniósł wieko.
- Tu nie ma żadnych zwłok, panie Belane. [s. 67]
Krzyczeć potrafią też myśli głównego bohatera, ale czynią to niezmiernie rzadko. Nie dla-tego, że brakuje ku temu okazji - po prostu sucha i oszczędna narracja rzadko zdradza myśli i uczucia. Wymuszają je jedynie skrajne wydarzenia:
Próbowałem zebrać jak najwięcej śliny i cofnąć język, ale mi się nie udało, trafiłem papierosem w sam jego środek, trafiłem tak, że mnie porządnie ZAPIEKŁO! [s. 24]
Wielkie litery nie przekazują tylko tego, co zostało wykrzyczane - tak jest tylko w dialogach, względnie w wewnętrznym monologu. W swojej pamiętnikarskiej narracji Nick Ballaine wyróżnia wersalikami również to, co odczytuje ze ścian, wizytówek, szyldów czy ekranu telewizora:
No więc nie podziało się nigdzie, bo niby gdzie się miało podziać? Byłem 3 ćwierci od śmierci. Włączyłem telewizor. Akurat leciała reklama. SAMOTNY? NIESZCZĘŚLIWY? ROZCHMURZ SIĘ!. ZADZWOŃ DO JEDNEJ Z NASZYCH PIĘKNYCH DZIEWCZYN. PRAGNĄ Z TOBĄ POROZMAWIAĆ. WYSTARCZY MIEĆ KARTĘ KREDYTOWĄ MASTER ALBO VISA. ZADZWOŃ DO KITTY, FRANCI ALBO BIANKI. TEL. 800-435-8745. [s. 119]
Nieco bardziej tajemnicze jest użycie kursywy. Głównie dlatego, że pojawia się w książce tylko kilka razy, niemal przypadkowo. Czasem zastępuje użycie cudzysłowu:
- Chuj z nim - stwierdziłem. - Masz podpisany egzemplarz Kiedy umieram Faulknera? [s. 14]
incydentalnie zastępuje "wersalikowy" krzyk:
- Do nogi psie! Czołgaj się do mnie po podłodze! Szybko!
- Nie rób tego, Hal! - wrzasnąłem. [s. 54]
zaznacza początek i koniec snu bohatera:
Śniło mi się, że siedzę w jakiejś knajpie. Piłem podwójną whisky z woda sodową... (...)
...Mrugnął do mnie. Zadzwonił telefon i się obudziłem. [s. 48]
czasem podkreśla ogromną złość:
Wstałem z fotela.
- Ty pieprzony kutafonie! Myślisz, że pójdę na coś takiego?!
Ruszyłem ku niemu zza biurka. [s. 44]
okazjonalnie szał i ekstazę:
- Mam ochotę zrobić coś szalonego! - zawołał ten, który skakał przez kontuar.
- Daj spokój, spadamy! - zawołał drugi.
- MAM OCHOTĘ ZROBIĆ COŚ SZALONEGO! - wrzasnął pierwszy. Wycelował broń w kierunku barmana i oddal 3 strzały. Mierzył w brzuch. Starym szarpnęło 3 razy i upadł.
- TY PIERDOLONY IDIOTO! PO CHUJ TO ZROBIŁEŚ? - ryknął wspólnik tego, który strzelał.
- NIE NAZYWAJ MNIE IDIOTĄ! CIEBIE TEŻ ZABIJĘ! [s. 34]
W powyższym przykładzie, poza wulgaryzmami, warto podkreślić jeszcze jedną rzecz, charakterystyczną dla całej książki - liczebniki zawsze zapisywane są pomocą cyfr. Pamiętać bowiem trzeba, że jest to pamiętnik, nie kogoś-tam, ale Nicka Ballain'e - kogoś, kto jest za mało staranny i zbyt leniwy, by zapisywać je słowami. Wszystko, co może być zapisywane krócej, ma pierwszeństwo:
- Masz 15 sekund - poinformował mnie Dante, po czym wyją i nastawił stoper. - Start. 14, 13, 12, 11...
- Chyba nie mówisz poważnie?
- 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3... [s. 24]
Powracając do italiki: nie należy się tu doszukiwać żadnego spisku, zaszyfrowanej
wiadomości. Kursywa stosowana jest niekonsekwentnie, bo autor nie podporządkował jej
żadnym regułom, co dodatkowo podkreśla chaotyczność konstrukcji "pamiętnika Ballain'a".
Powrócę więc do postawionego we wstępie pytania: cóż takiego niezwykłego tkwi w narracji nie tylko "Szmiry" ale wszystkich książek Bukowskiego, co przyciąga i fascynuje tak krytyków, jak i zwykłego czytelnika? Odpowiedź jest prosta jak opis świata
przedstawionego w opowieści Nicka Ballaine'a: ich niezwykła, niemalże magiczna realność. One po pro-stu są autentyczne, prawdziwe, istnieją obok nas nie tylko na papierze, ale także bezpośrednio w życiu. To właśnie fantastyczna moc, którą mają dzieła Bukowskiego - są prawdziwe, nawet jeżeli nigdy się nie wydarzyły.
Historia Nicka Ballaine'a nie jest poetyczna, "Szmira" to stenogram, bezpośredni zapis mowy potocznej - tak jak i ona jest bardzo prosta, czasem chaotyczna, zawsze naturalna i szczera. Szczerość jest chyba w tym opowiadaniu najważniejsza. Czyta się je tak potoczyście i z rozmachem dlatego, że w historiach opowiadanych przez Bukowskiego nie dźwięczy fałsz, ale pełnym głosem mówi prawda. Być może nie zawsze taka, jakiej byśmy sobie życzyli - ta prawda często jest brutalna, brudna i powoduje wyrzuty sumienia. Śmierć Ballaine'a jest taka jak całe jego życie - bez sensu i bez celu; podobnie jak i narracja książki jest byle jakie i szmirowate. "To nie tak powinno się skończyć" - to jedne z ostatnich słów bohatera i aksjomat w który wierzył Bukowski - nic nie kończy się tak jak powinno: "Umieramy, ale śmierć nas nie dostała. Nie pokazała żadnych listów uwierzytelniających - to my pokazaliśmy wszystkie. Rodząc się, czy dostajemy życie? Raczej nie, ale z pewnością grzęźniemy ze skurwielstwem na dobre. Nie cierpię tego. Nie cierpię śmierci. Nie cierpię życia. Nie cierpię uwięzienia między jednym a drugim" .
Bukowski już za życia był legendą; przez krytyków uznawany za jednego z najlepszych i najbardziej oryginalnych (a jednocześnie za jednego za najbardziej zdegenerowanych) powojennych pisarzy amerykańskich. Przez czytelników uwielbiany lub nienawidzony - w zależności od poglądów - za styl oraz język swych powieści, które były tak jak ich autor: surowe, dosadne i zawsze odrobinę gorzkie. Nie można jednoznacznie sklasyfikować, zaszufladkować twórczości Charlesa Bukowskiego - ona po prostu skutecznie opiera się wszelkim próbom interpretacji, niepokojąc nas. Czytając "Szmirę" pozostaje pamiętać o sugestii samego pisarza: "Nie doszukujcie się szczególnej ideologii w tym, co piszę"...
blog comments powered by Disqus