Silva Rerum

Dziś jest sobota, 19 maja 2012 r.

Cyprian Kamil Norwid

W Weronie

Noc tysiączna druga; tekst za: Nowy wybór poezji, Warszawa 1996

1

Nad Capulettich i Montecchich domem,
Spłukane deszczem, poruszone gromem,
Łagodne oko błękitu -

2

Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów,
Na rozwalone bramy do ogrodów,
I gwiazdę zrzuca ze szczytu -

3

Cyprysy mówią, że to dla Julietty,
Że dla Romea łza ta znad planety
Spada - i groby przecieka;

4

A ludzie mówią, i mówią uczenie,
że to nie łzy są, ale że kamienie,
I - że nikt na nie nie czeka!

[1848-1849]

* * *

Nowy wybór poezji, Warszawa 1996

*

Daj mi wstążkę błękitną – oddam ci ją
Bez opóźnienia...
Albo – daj mi cień twój z giętką twą szyją –
– Nie! nie chcę cienia.

*

Cień – zmieni się, gdy ku mnie skiniesz ręką,
Bo – on nie kłamie!
Nic – od ciebie nie chcę, śliczna panienko,
Usuwam ramię...

*

Bywałem ja – od Boga nagrodzonym
Rzeczą – mniej wielką:
Spadłym liskiem, do szyby przyklejonym,
Deszczu kropelką.

* * *

Nowy wybór poezji, Warszawa 1996

Ty mnie do pieśni pokornej nie wołaj,
Bo ta już we mnie bez głosu;
A jeśli milczę, nie przeto mnie połaj,
Kwiatów ty nie chciej od kłosu.

Bo ja z przeklętych jestem tego świata,
Ja bywam dumny i hardy,
A miłość moja, bracie, dwuskrzydlata:
Od uwielbienia do wzgardy.

[Szkoda, mój bracie, na wiatr ducha wywiać
I krew wypluwać tęsknotą,
Żeby siedzących w cyrku uszczęśliwiać -
Więc mów, że milczę tak oto.]

Gdy w głębie serca purpurę okrutną
Wyrabia prządka cierpienia,
Smutni - lecz smutni, że aż Bogu smutno -
Królewskie mają milczenia.

* * *

z: Vade=mecum LIV; w "A Dorio ad Phrygium" bez tytułu w części II
tekst za: Nowy wybór poezji, Warszawa 1996

Jak gdy kto ciśnie w oczy człowiekowi
Garścią fijołków i nic mu nie powiè...

*

Jak gdy akacją z wolna zakołysze,
By woń, podobna jutrzennemu ranu,
Z kwiatami białymi na białe klawisze
Otworzonego padła fortepianu...

*

Jak gdy osobie stojącej na ganku
Daleki księżyc wpląta się we włosy,
Na pałającym układając wianku
Czoło – lub w srebrne ubiera je kłosy...

*

Jak z nią rozmowa, gdy nic nie znacząca,
Bywa podobną do jaskółek lotu,
Który ma cel swój, acz o wszystko trąca,
Przyjście letniego prorokując grzmotu,
Nim błyskawica uprzedziła tętno –
Tak...
 ...lecz nie rzeknę nic – bo jest mi smętno.
[1861?]

* * *

z: Vade=mecum I; tekst za: Nowy wybór poezji, Warszawa 1996

Klaskaniem mając obrzękłe prawice,
Znudzony pieśnią lud wołał o czyny;
Wzdychały jeszcze dorodne wawrzyny,
Konary swymi wietrząc błyskawice.
Było w ojczyźnie laurowo i ciemno
I już ni miejsca dawano ni godzin —
Gdy Boży palec zaświtał nade mną,
Nie zdając liczby z rzeczy, które czyni,
Żyć mi rozkazał w żywota pustyni!

*

Dlatego od was... — o! laury - nie wziąłem
Listka jednego, ni ząbeczka na liściu,
Prócz może cieniu chłodnego nad czołem
( Co nie należy wam - lecz słońca przyjściu);
Nie wziąłem od was nic, o! wielkoduchy,
Prócz dróg zarosłych w piołun, mech i szalej,
Prócz ziemi, klątwa spalonej, i nudy...
Samotny wszedłem i sam błądzę dalej.

*

Po-obracanych w przeszłość nie pojętę,
A uwielbiona — spotkałem niemało!
W ostrogi rdzawe utrafiałem piętę
W ścieżkach, gdzie zbitych kul sporo padało.
Nieraz obyczaj stary zawadziłem
Z wyszczerzonymi na jutrznie zębami,
Odziewający się na głowę pyłem,
By noc przedłużył, nie zerwać ze snami.

*

Niewiast, zaklętych w umarłe formuły,
Spotkałem tysiąc — i było mi smętno,
Że wdzięków tyle widziałem - nieczuły! —
Źrenica patrząc na nie bez-namiętną.
Tej, tamtej rękę tknąwszy marmurowę,
Wzruszyłem fałdy ubrania kamienne,
A motyl nocny wzleciał jej nad głowę,
Zadrżał i upadł... i odeszły, senne...

*

I nic — nie wziąłem od nich w serca wnętrze,
Stawszy się ku nim, jak one, bezwładny,
Tak samo grzeczny i zarówno   ż a d n y,
Że aż mi coraz szczęście niepojętsze!
— Czemu? dlaczego? w przesytu-Niedzielę
Przyszedłem witać i zegnać tak wiele?...
Nic nie uniósłszy na sercu prócz szaty —
Pytać was — nie chcę i raczę:   k a t y!..

*

Piszę — ot! czasem... piszę   n a   B a b i l o n
D o   J e r u z a l e m! — i dochodzą listy.
To zaś mi mniejsza, czy bywam omylon
Albo nie?... piszę - pamiętnik artysty,
Ogryzmolony i w siebie pochylon -
Obłędny!... ależ wielce rzeczywisty!

*

Syn minie pismo, lecz ty wspomnisz, wnuku,
Co znika dzisiaj (iż czytane pędem)
Za panowania Panteizmu-druku,
Pod ołowianej litery urzędem —
I jak zdarzało się na rzymskim bruku,
Mając pod stopy katakomb korytarz,
Nad czołem słońce i jaw, ufny w błędzie,
Tak znów odczyta   on, co ty dziś czytasz,
Ale on wspomni mnie... bo mnie nie będzie!

* * *

Nowy wybór poezji, Warszawa 1996

1

Co? jej powiedzieć... ach! co się podoba,
Bez rozmawiania sposobu;
Coś — z prawd ogólnych: na przykład, że doba
To — całego obrót globu!

2

Że świat... obiega mil mnóstwo ogromne
Na jedno pulsu zadrżenie -
Bieguny osi skrzypią wiekopomne:
Czas - niepokoi przestrzenie — —

3

Że rok... to - wstrząśnienie przyrody,
Że pory-roku... nie tylko
Są zamarzaniem i tajeniem wody,
I — że — — bicie serca?...   c h w i l k ą!

4

To — jej powiedzieć...
 ... i przejść do pogody,
Gdzie jest zimniej? gdzie gorącej?
I dodać — jakie? są na ten rok mody...
I nic nie powiedzieć więcej.
1868

Sen

Nowy wybór poezji, Warszawa 1996

I

Miałem sen, nie wiem, o ile bezsenny?

*

Na placu bitwy dwóch ludzi leżało,
Każdy w postawie martwej, lecz odmiennéj:
Ten, co od   W s c h o d u, w ziemie wpoił ciało,
Lecz twarz ku niebu mając odwróconą,
Kiedy nań patrzył, wciąż ci się zdawało,
Że żyła... tylko była wyprzedzoną
Przez siebie samą... i tak wciąż był bladszy
On mąż, obliczem całym w niebo wryty,
Jak gdy się człowiek za-kocha, za-patrzy
I za-przepaści się w coś... w twarz kobiéty,
W myśl, w niedościgłość jaką, w koniec wieczny,
W rzecz, co gwiazd tyle ma, ile łuk mleczny!
— Ten mąż plecami w ziemie się zapadał,
Gdy pierś i czoło w niebo promieniły;
I zdało ci się, że niebo spowiadał
Albo rozgrzeszyć ziemi nie miał siły,
Albo z obiema przestworami temi
Walczył... aż rękę wzniósłszy do drugiego,
Ku   Z a c h o d o w i   placu leżącego,
Ostatnim głosu tchem zawołał:   "Z i e m i!"

II

Człek od   Z a c h o d u   w innej legł postawie:
On skroń zwróconą miał ku młodej trawie,
Co rozściela się pod jego rany
Jakoby księga w aksamit oprawna,
I był jak człowiek w pismo zaczytany
Treści, co na wskroś wielka lub zabawna...
— W sposób, iż atom śledząc po atomie,
Coraz mniej jego widziałeś oblicze.
Jeśli to Dante był, to niebo w tomie
Książki — a w mózgu swym miał Beatriczę,
Za-przepaściając się coraz głębiéj,
Tak... że aż zadrżał on - czy pod nim gleba —
I tchnieniem, które śmierć na ustach ziębi,
Krzyknął ku temu, co na   W s c h o d z i e: "N i e b a!"

III

Po tych dwóch krzykach — cisza była wielka,
Ale poległych mężów nie widziałem,
I nie wiem, czy się zbudziłem, czy wstałem...
W usta mi tylko zaciekła kropelka
Słona... jak słone łzy bywają człeka,
Co płakać może... lub pewno czeka...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Więc to nie była łza...
1856, kwietnia

Moja piosnka

Nowy wybór poezji, Warszawa 1996
POL. – I’ll speak to him again -
 What do you read my lord?...
HAM. – Words, words, words!

S h a k e s p e a r e

Źle, źle zawsze i wszędzie,
Ta nić czarna się przędzie:
Ona za mną, przede mną i przy mnie,
Ona w każdym oddechu,
Ona w każdym uśmiechu,
Ona we łzie, w modlitwie i w hymnie...

*

Nie rozerwę, bo silna,
Może święta, choć mylna,
Może nie chcę rozerwać tej wstążki;
Ale wszędzie — o! wszędzie —
Gdzie ja będę, tam będzie:
Tu — w otwarte zakłada się książki,
Tam u kwiatów zawiązką,
Owdzie stoczy się wąsko,
By jesienne na łąkach przędziwo,
I rozmdleje stopniowo,
By ujednić na nowo,
I na nowo się zrośnie w ogniwo.

*

Lecz, nie kwiląc jak dziecię,
Raz wywalczę się przecie.
Niech mi puchar podadzą i wieniec!...
I włożyłem na czoło,
I wypiłem, a wkoło,
Jeden mówi drugiemu: „Szaleniec!!”

*

Więc do serca o radę
Dłoń poniosłem i kładę,
Alić nagle zastygnie prawica:
Głośno śmieli się oni,
Jam pozostał bez dłoni,
Dłoń mi czarna obwiła pętlica.

*

Źle, źle zawsze i wszędzie,
Ta nić czarna się przędzie:
Ona za mną, przede mną i przy mnie,
Ona w każdym oddechu,
Ona w każdym uśmiechu,
Ona we łzie, w modlitwie i w hymnie.

*

Lecz, nie kwiląc jak dziecię,
Raz wywalczę się przecie;
Złotostruna, nie opuść mię, lutni!
Czarnoleskiej ja rzeczy
Chcę — ta serce uleczy!
I zagrałem...
 ...i jeszcze mi smutniéj.
Pisałem we Florencji, 1844 r.

Moja piosnka


Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla   d a r ó w   Nieba...
 Tęskno mi, Panie...

*

Do kraju tego, gdzie winą jest dużą
Popsować gniazdo na gruszy bocianie,
Bo wszystkim służą...
 Tęskno mi, Panie...

*

Do kraju tego, gdzie pierwsze ukłony
Są - jak odwieczne Chrystusa wyznanie:
"B ą d ź   p o c h w a l o n y!"
 Tęskno mi, Panie...

*

Tęskno mi jeszcze i do rzeczy innej,
Której już nie wiem, gdzie leży mieszkanie,
Równie niewinnej...
 Tęskno mi, Panie...

*

Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia,
Do tych, co mają   t a k   za   t a k   —   n i e   za   n i e —
Bez światło-cienia...
 Tęskno mi, Panie...

*

Tęskno mi owdzie, gdzie któż o mnie stoi?
I tak być musi, choć się tak nie stanie
Przyjaźni mojéj!...
 Tęskno mi, Panie...

Bema pamięci żałobny-rapsod

La musique est une chose étrange!
B y r o n
L'atr?... c'est l'art - et puis, voila tout.
B é r a n g e r

I

Czemu, Cieniu, odjeżdżasz, ręce złamawszy na pancerz,
Przy pochodnniach, co skrami grają około twych kolan? -
Miecz wawrzynem zielony i gromnic płakaniem dziś polan,
Rwie się sokół i koń twój podrywa stopę jak tancerz.
— Wieją, wieją proporce i zawiewają na siebie,
Jak namioty ruchome wojsk koczujących po niebie.
Trąby długie we łkaniu aż się zanoszą, i znaki
Pokłaniają się z góry opuszczonymi skrzydłami,
Jak włóczniami przebite smoki, jaszczury i ptaki…
Jako wiele pomysłów, któreś dościgał włóczniami…

II

Idą panny żałobne: jedne, podnosząc ramiona
Ze snopami wonnymi, które wiatr rozrywa;
Drugie, w konchy zbierając łzę, co się z twarzy odrywa,
Inne, drogi szukając, choć przed wiekami zrobiona...
Inne, tłukąc o ziemię wielkie gliniane naczynia,
Czego klekot w pękaniu jeszcze smętności przyczynia.

III

Chłopcy biją w topory pobłękitniałe od nieba,
W tarcze rude od świateł biją pachołki służebne,
Przeogromna chorągiew, co się wśród dymów koleba,
Włóczni ostrzem o łuki, rzekłbyś, oparta pod-niebne…

IV

Wchodzą w wąwóz i toną... wychodzą w światło księżyca
I czernieją na niebie, a blask ich zimny omusnął,
I po ostrzach, jak gwiazda spaść nie mogąca, prześwieca,
Chorał ucichł był nagle i znów jak fala wyplusnął…

V

Dalej — dalej — aż kiedy stoczyć się przyjdzie do grobu
I czeluście zobaczym czarne, co czyha za drogą,
Które aby przesadzić Ludzkość nie znajdzie sposobu,
Włócznią twego rumaka zeprzem, jak starą ostrogą…

VI

I powleczem korowód, smęcąc ujęte snem ogrody,
W bramy bijąc urami, gwizdając w szczerby toporów,
Aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody,
Serca zmdlałe ocucą — pleśń z oczu zgarną narody...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Dalej — dalej — —

* * *


I

Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie,
Że ci   z e   z ł o t a   s t a t u ę   lud niesie,
Otruwszy pierwej?...

Coś ty Italii zrobił, Alighieri,
Że ci   d w a   g r o b y   stawi lud nieszczery,
Wygnawszy pierwej?...

Coś ty, Kolumbie, zrobił Europie,
Że ci   t r z y   g r o b y   w e   t r z e c h   m i e j s c a c h   kopie,
Okuwszy pierwej?...

Coś ty uczynił swoim, Camoensie,
Że   p o   r a z   d r u g i   grób twój grabarz trzęsie,
Zgłodziwszy pierwej?...

Coś ty, Kościuszko, zawinił na świecie,
Że   d w a   c i ę   g ł a z y   w e   d w u   s t r o n a c h   g n i e c i e,
Bez miejsca pierwej?...

Coś ty uczynił światu, Napolionie,
Że cię w   d w a   g r o b y   zamknięto po zgonie,
Zamknąwszy pierwej?...

Coś ty uczynił ludziom, Mickiewiczu?
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . .

II


Więc mniejsza o to, w jakiej spoczniesz urnie,
Gdzie? kiedy? w jakim sensie i obliczu?
Bo grób twój jeszcze odemkną powtórnie,
Inaczej będą głosić Twe zasługi
I łez wylanych dziś będą się wstydzić,
A lać ci będą łzy potęgi drugiej
Ci, co człowiekiem nie mogli Cię widziéć…

III

Każdego z takich jak Ty świat nie może
Od razu przyjąć na spokojne łoże,
I nie przyjmował nigdy, jak wiek wiekiem,
Bo glina w glinę wtapia się bez przerwy,
Gdy sprzeczne ciała zbija się aż ćwiekiem
Później… lub pierwéj…
Pisałem w Paryżu 1856 r., w styczniu

Fortepian Szopena

Vade=mecum XCIX; Nowy wybór poezji, Warszawa 1996
Do Antoniego C…
...Iusiurandum parti datum   u s q u e
a d   b a n c   d i e m   ita servavi...
Annibal

I

Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie
Nie docieczonego wątku — —
— Pełne, jak Mit,
Blade, jak świt...
— Gdy życia koniec szepce do początku:
"Nie stargam Cię ja — nie! — Ja, u-w y d a t n i ę!..."

II

Byłem u Ciebie w dni te, przedostatnie,
Gdy podobniałeś — co chwila, co chwila —
Do upuszczonej przez Orfeja liry,
W której się rzutu-moc z pieśnią przesila,
I rozmawiają z sobą struny cztéry,
Trącając się,
Po dwie — po dwie —
I szemrząc z cicha:
 "Z a c z ą ł ż e   o n
 U d e r z a ć   w   t o n?...
 C z y   t a k i   M i s t r z!... ż e   g r a... c h o ć - o d p y c h a?..."

III

Byłem u Ciebie w te dni, Fryderyku!
Którego ręka... dla swojej białości
Alabastrowej — i wzięcia — i szyku —
I chwiejnych dotknięć jak strusiowe pióro —
Mięszała mi się w oczach z klawiaturą
Z słoniowej kości...
I byłeś jako owa postać, którą
Z marmurów łona,
Miźli je kuto,
Odejma dłuto
Geniuszu — wiecznego Pigmaliona!

IV

A w tym, coś grał — i co? zmówił to — i co? powié,
Choć inaczej się echa ustroją,
Niż gdy błogosławiłeś sam ręką Swoją
Wszelkiemu akordowi —
A w tym, coś grał: taka była prostota
Doskonałości peryklejskiéj,
Jakby starożytna która Cnota,
W dom modrzewiowy wiejski
Wchodząc, rzekła do siebie:
 "O d r o d z i ł a m   s i ę   w   N i e b i e
 I   s t a ł y   m i   s i ę   a r f ą - w r o t a,
 W s t ę g ą  —  ś c i e ż k a...
 H o s t i ę  —  p r z e z   b l a d e   w i d z ę   z o b ż e...
 N a   T a b o r z e!"

V

I była w tym Polska, od zenitu
Wszechdoskonałości dziejów
Wzięta, tęczą zachwytu — —
Polska —  p r z e m i e n i o n y c h   k o ł o d z i e j ó w!
Taż sama, zgoła,
Złoto-pszczoła!...
(Poznał-ci-że bym ją - na krańcach bytu!...)

VI

I — oto — pieśń skończyłeś — — i już więcéj
Nie oglądam Cię — — jedno — słyszę:
Coś?... jakby spór dziecięcy - -
— A to jeszcze kłócą się klawisze
O nie dośpiewaną chęć:
I trącając się z cicha,
Po ośm — po pięć —
Szemrzą: "P o c z ą ł ż e   g r a ć?   c z y   n a s   o d p y c h a??..."

VII

O Ty! — co jesteś miłości profilem,
Któremu na imię Dopełnienie;
Te — co w sztuce mianują Stylem,
Iż przenika pieśń, kształci kamienie...
O! Ty — co się w dziejach zowiesz E r ą,
Gdzie zaś ani historii zenit jest,
Zwiesz się razem:   D u c h e m   i   L i t e r ą,
I "consummatum set"...
O! Ty —   D o s k o n a ł e — W y p e ł n i e n i e,
Jakikolwiek jest Twój, i gdzie?... znak...
Czy w   F i d i a s u? D a w i d z i e? czy w   S z o p e n i e?
Czy w   E s c h y l e s o w e j scenie?...
Zawsze - zemści się na tobie: BRAK!...
— Piętnem globu tego — niedostatek:
D o p e ł n i e n i e?... go boli!...
On —   r o z p o c z y n a ć woli
I woli wyrzucać wciąż przed siebie - zadatek!
— Kłos?... gdy dojrzał jak złoty kometa,
Ledwo że go wiew ruszy,
Deszcze pszenicznych ziarn prószy,
Sama go doskonałość rozmieta...

VIII

Oto — patrz, Fryderyku!... to — Warszawa:
Pod rozpłomienioną gwiazdą
Dziwnie jaskrawa — —
— Patrz, organy u Fary; patrz! Twoje gniazdo:
Owdzie — patrycjalne domy stare
Jak   P o s p o l i t a — r z e c z,
Bruki placów głuche i szare,
I Zygmuntowy w chmurze miecz.

IX

Patrz! z zaułków w zaułki
Kaukaskie się konie rwą
Jak przed burzą jaskółki,
Wyśmigając przed pułki,
Po   s t o   — po   s t o  —
— Gmach zajął się ogniem, przygasł znów,
Zapłonął znów — — i oto — pod ścianę
Widzę czoła ożałobionych wdów
Kolbami pachnę — —
I znów widzę, acz dymem oślepian,
Jak przez ganku kolumny
Sprzęt podobny do trumny
Wydźwigają... runął... runął — Twój   f o r t e p i a n!

X

Ten!... co Polskę głosił, od zenitu
Wszechdoskonałości Dziejów
Wziętą, hymnem zachwytu —
Polskę — przemienionych kołodziejów;
Ten sam — runą — na bruki z granitu!
— I oto: jak zacna myśl człowieka,
Poterany jest gniewami ludzi,
Lub   j a k — o d   w i e k a
W i e k ó w — w s z y s t k o,  c o   z b u d z i!
I — oto — jak ciało Orfeja,
Tysiąc Pasji rozdziera go w części;
A każda wyje: "Nie ja!...
N i e j a" — zębami chrzęści —

*

Lecz Ty? — lecz ja? — uderzmy w Sądne pienie,
Nawołując: "C i e s z   s i ę,  p ó ź n y   w n u k u!...
J ę k ł y — g ł u c h e   k a m i e n i e:
I d e a ł — s i ę g n ą   b r u k u — —"
Cyprian Kamil Norwid

Cyprian Kamil Norwid (1821-1883)

Wybitny polski poeta, prozaik, dramatopisarz, rzeźbiarz i malarz. Lata szkolne spędził w Warszawie. Od 1840 r. zamieszczał poezje w czasopismach. W 1842 r. wyjechał z Polski, żeby podjąć studia we Włoszech. W 1846 r. przesiedział miesiąc w więzieniu w Berlinie, oskarżony o działalność na rzecz wydarzeń rewolucyjnych w kraju. Nabawił się tam postępującej głuchoty. Wyjechał do Brukseli, później do Rzymu i Paryża. W 1848 r. przeciwstawił się poglądom politycznym Mickiewicza, zawartym w Składzie zasad, oraz jego koncepcji romantyzmu. Doceniał jednak znaczenie i wielkość poezji romantycznej. W jego poglądach widać wpływy Krasińskiego oraz filozofów polskich, Cieszkowskiego i Trentowskiego.

Na twórczość Norwida oddziaływały również niepowodzenia osobiste (nieodwzajemniona miłość do Marii Kalergis). W 1852 r. wyjechał do Ameryki. Zarabiał na życie rysunkiem, rzeźbą. Po dwóch latach wrócił do Paryża. Znany był jako człowiek o oryginalnej osobowości i umysłowości, trochę dziwak, dobry rysownik, autor akwarel i akwafort. Był autorem poematów, nowel, traktatów, dramatów, wierszy lirycznych oraz tłumaczem utworów Dantego, Szekspira i Byrona. Wydał poematy, m.in. Quidam, Promethidion i eseje: Czarne kwiaty i Białe kwiaty.

Duże znaczenie ma zwłaszcza Promethidion (Promethidion – syn Prometeusza), poemat stanowiący wykład poglądów Norwida na sztukę i na jej rolę w kulturze narodowej. Norwidowskie rozumienie sztuki znacznie odbiegało od pojęć romantycznych, a zbliżało się do utylitaryzmu pozytywistycznego. Sztuką według niego mogła być każda praca codzienna, byle tylko była wykonywana z miłością. Największe znaczenie dla Norwida miała sztuka rdzennie polska, opierająca się na tradycji innych narodów, ale przede wszystkim na rodzimym pięknie. Warunki te spełniała według niego muzyka Chopina, przekształcająca ludowe motywy w Wielką Sztukę. Z tej fascynacji Chopinem narodził się wiersz Fortepian Szopena, utwór niezwykle trudny i wielokontekstowy, zamieszczony w zbiorze Vade – mecum. Zbiór ten został opracowany w latach 1857-1865,ale z jego wydaniem Norwid miał kłopoty. Jego poezja była niezrozumiała dla większości współczesnych mu ludzi, co poeta przewidział, w wierszu Klaskaniem mając obrzękłe prawice z goryczą stwierdzając, że dopiero wnuki docenią jego twórczość (co też się stało).

Prócz tego Norwid napisał dramaty: Wanda, Krakus, Kleopatra i Cezar, Pierścień wielkiej damy. Spuścizna pisarska po Norwidzie została odkryta i była sukcesywnie wydawana w okresie Młodej Polski przez „późnego wnuka” – Zenona Przesmyckiego. Ostatnie lata życia spędził Norwid w polskim przytułku dla emigrantów im. św. Kazimierza w Ivry pod Paryżem. Zmarł tamże 23 V 1883 roku. Prochy jego spoczywają na cmentarzu w Montmorency, w polskim grobie zbiorowym.

Twórczość Norwida sytuuje się na granicy pomiędzy romantyzmem a pozytywizmem. Ciągłe powroty do tematów romantycznych, polemika z nimi (zwłaszcza z formułą czynu romantycznego), zindywidualizowane stanowisko twórcze, a także trudna forma artystyczna jego utworów – te wszystkie elementy stawiają go jednak w szeregu pisarzy romantycznych, choć pokoleniowo przynależał już do pozytywizmu.