Cyprian Kamil Norwid
Spis rzeczy
- W Weronie
- * * * [Daj mi wstążkę błękitną...]
- * * * [Ty mnie do pieśni pokornej nie wołaj]
- * * * [Jak gdy kto ciśnie w oczy człowiekowi]
- * * * [Klaskaniem mając obrzękłe prawice]
- * * * [Co? jej powiedzieć... ach! co się podoba]
- Sen
- Moja piosnka [I]
- Moja piosnka [II]
- Bema pamięci żałobny-rapsod
- * * * [Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie]
- Fortepian Szopena
- O autorze...
W Weronie
▲1
Nad Capulettich i Montecchich domem,
Spłukane deszczem, poruszone gromem,
Łagodne oko błękitu -
2
Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów,
Na rozwalone bramy do ogrodów,
I gwiazdę zrzuca ze szczytu -
3
Cyprysy mówią, że to dla Julietty,
Że dla Romea łza ta znad planety
Spada - i groby przecieka;
4
A ludzie mówią, i mówią uczenie,
że to nie łzy są, ale że kamienie,
I - że nikt na nie nie czeka!
* * *
▲*
Daj mi wstążkę błękitną – oddam ci ją
Bez opóźnienia...
Albo – daj mi cień twój z giętką twą szyją –
– Nie! nie chcę cienia.
*
Cień – zmieni się, gdy ku mnie skiniesz ręką,
Bo – on nie kłamie!
Nic – od ciebie nie chcę, śliczna panienko,
Usuwam ramię...
*
Bywałem ja – od Boga nagrodzonym
Rzeczą – mniej wielką:
Spadłym liskiem, do szyby przyklejonym,
Deszczu kropelką.
* * *
▲Ty mnie do pieśni pokornej nie wołaj,
Bo ta już we mnie bez głosu;
A jeśli milczę, nie przeto mnie połaj,
Kwiatów ty nie chciej od kłosu.
Bo ja z przeklętych jestem tego świata,
Ja bywam dumny i hardy,
A miłość moja, bracie, dwuskrzydlata:
Od uwielbienia do wzgardy.
[Szkoda, mój bracie, na wiatr ducha wywiać
I krew wypluwać tęsknotą,
Żeby siedzących w cyrku uszczęśliwiać -
Więc mów, że milczę tak oto.]
Gdy w głębie serca purpurę okrutną
Wyrabia prządka cierpienia,
Smutni - lecz smutni, że aż Bogu smutno -
Królewskie mają milczenia.
* * *
▲tekst za: Nowy wybór poezji, Warszawa 1996
Jak gdy kto ciśnie w oczy człowiekowi
Garścią fijołków i nic mu nie powiè...
*
Jak gdy akacją z wolna zakołysze,
By woń, podobna jutrzennemu ranu,
Z kwiatami białymi na białe klawisze
Otworzonego padła fortepianu...
*
Jak gdy osobie stojącej na ganku
Daleki księżyc wpląta się we włosy,
Na pałającym układając wianku
Czoło – lub w srebrne ubiera je kłosy...
*
Jak z nią rozmowa, gdy nic nie znacząca,
Bywa podobną do jaskółek lotu,
Który ma cel swój, acz o wszystko trąca,
Przyjście letniego prorokując grzmotu,
Nim błyskawica uprzedziła tętno –
Tak...
...lecz nie rzeknę nic – bo jest mi smętno.
* * *
▲Klaskaniem mając obrzękłe prawice,
Znudzony pieśnią lud wołał o czyny;
Wzdychały jeszcze dorodne wawrzyny,
Konary swymi wietrząc błyskawice.
Było w ojczyźnie laurowo i ciemno
I już ni miejsca dawano ni godzin —
Gdy Boży palec zaświtał nade mną,
Nie zdając liczby z rzeczy, które czyni,
Żyć mi rozkazał w żywota pustyni!
*
Dlatego od was... — o! laury - nie wziąłem
Listka jednego, ni ząbeczka na liściu,
Prócz może cieniu chłodnego nad czołem
( Co nie należy wam - lecz słońca przyjściu);
Nie wziąłem od was nic, o! wielkoduchy,
Prócz dróg zarosłych w piołun, mech i szalej,
Prócz ziemi, klątwa spalonej, i nudy...
Samotny wszedłem i sam błądzę dalej.
*
Po-obracanych w przeszłość nie pojętę,
A uwielbiona — spotkałem niemało!
W ostrogi rdzawe utrafiałem piętę
W ścieżkach, gdzie zbitych kul sporo padało.
Nieraz obyczaj stary zawadziłem
Z wyszczerzonymi na jutrznie zębami,
Odziewający się na głowę pyłem,
By noc przedłużył, nie zerwać ze snami.
*
Niewiast, zaklętych w umarłe formuły,
Spotkałem tysiąc — i było mi smętno,
Że wdzięków tyle widziałem - nieczuły! —
Źrenica patrząc na nie bez-namiętną.
Tej, tamtej rękę tknąwszy marmurowę,
Wzruszyłem fałdy ubrania kamienne,
A motyl nocny wzleciał jej nad głowę,
Zadrżał i upadł... i odeszły, senne...
*
I nic — nie wziąłem od nich w serca wnętrze,
Stawszy się ku nim, jak one, bezwładny,
Tak samo grzeczny i zarówno ż a d n y,
Że aż mi coraz szczęście niepojętsze!
— Czemu? dlaczego? w przesytu-Niedzielę
Przyszedłem witać i zegnać tak wiele?...
Nic nie uniósłszy na sercu prócz szaty —
Pytać was — nie chcę i raczę: k a t y!..
*
Piszę — ot! czasem... piszę n a B a b i l o n
D o J e r u z a l e m! — i dochodzą listy.
To zaś mi mniejsza, czy bywam omylon
Albo nie?... piszę - pamiętnik artysty,
Ogryzmolony i w siebie pochylon -
Obłędny!... ależ wielce rzeczywisty!
*
Syn minie pismo, lecz ty wspomnisz, wnuku,
Co znika dzisiaj (iż czytane pędem)
Za panowania Panteizmu-druku,
Pod ołowianej litery urzędem —
I jak zdarzało się na rzymskim bruku,
Mając pod stopy katakomb korytarz,
Nad czołem słońce i jaw, ufny w błędzie,
Tak znów odczyta on, co ty dziś czytasz,
Ale on wspomni mnie... bo mnie nie będzie!
* * *
▲1
Co? jej powiedzieć... ach! co się podoba,
Bez rozmawiania sposobu;
Coś — z prawd ogólnych: na przykład, że doba
To — całego obrót globu!
2
Że świat... obiega mil mnóstwo ogromne
Na jedno pulsu zadrżenie -
Bieguny osi skrzypią wiekopomne:
Czas - niepokoi przestrzenie — —
3
Że rok... to - wstrząśnienie przyrody,
Że pory-roku... nie tylko
Są zamarzaniem i tajeniem wody,
I — że — — bicie serca?... c h w i l k ą!
4
To — jej powiedzieć...
... i przejść do pogody,
Gdzie jest zimniej? gdzie gorącej?
I dodać — jakie? są na ten rok mody...
I nic nie powiedzieć więcej.
Sen
▲I
Miałem sen, nie wiem, o ile bezsenny?
*
Na placu bitwy dwóch ludzi leżało,
Każdy w postawie martwej, lecz odmiennéj:
Ten, co od W s c h o d u, w ziemie wpoił ciało,
Lecz twarz ku niebu mając odwróconą,
Kiedy nań patrzył, wciąż ci się zdawało,
Że żyła... tylko była wyprzedzoną
Przez siebie samą... i tak wciąż był bladszy
On mąż, obliczem całym w niebo wryty,
Jak gdy się człowiek za-kocha, za-patrzy
I za-przepaści się w coś... w twarz kobiéty,
W myśl, w niedościgłość jaką, w koniec wieczny,
W rzecz, co gwiazd tyle ma, ile łuk mleczny!
— Ten mąż plecami w ziemie się zapadał,
Gdy pierś i czoło w niebo promieniły;
I zdało ci się, że niebo spowiadał
Albo rozgrzeszyć ziemi nie miał siły,
Albo z obiema przestworami temi
Walczył... aż rękę wzniósłszy do drugiego,
Ku Z a c h o d o w i placu leżącego,
Ostatnim głosu tchem zawołał: "Z i e m i!"
II
Człek od Z a c h o d u w innej legł postawie:
On skroń zwróconą miał ku młodej trawie,
Co rozściela się pod jego rany
Jakoby księga w aksamit oprawna,
I był jak człowiek w pismo zaczytany
Treści, co na wskroś wielka lub zabawna...
— W sposób, iż atom śledząc po atomie,
Coraz mniej jego widziałeś oblicze.
Jeśli to Dante był, to niebo w tomie
Książki — a w mózgu swym miał Beatriczę,
Za-przepaściając się coraz głębiéj,
Tak... że aż zadrżał on - czy pod nim gleba —
I tchnieniem, które śmierć na ustach ziębi,
Krzyknął ku temu, co na W s c h o d z i e: "N i e b a!"
III
Po tych dwóch krzykach — cisza była wielka,
Ale poległych mężów nie widziałem,
I nie wiem, czy się zbudziłem, czy wstałem...
W usta mi tylko zaciekła kropelka
Słona... jak słone łzy bywają człeka,
Co płakać może... lub pewno czeka...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Więc to nie była łza...
Moja piosnka
▲What do you read my lord?...
HAM. – Words, words, words!
S h a k e s p e a r e
Źle, źle zawsze i wszędzie,
Ta nić czarna się przędzie:
Ona za mną, przede mną i przy mnie,
Ona w każdym oddechu,
Ona w każdym uśmiechu,
Ona we łzie, w modlitwie i w hymnie...
*
Nie rozerwę, bo silna,
Może święta, choć mylna,
Może nie chcę rozerwać tej wstążki;
Ale wszędzie — o! wszędzie —
Gdzie ja będę, tam będzie:
Tu — w otwarte zakłada się książki,
Tam u kwiatów zawiązką,
Owdzie stoczy się wąsko,
By jesienne na łąkach przędziwo,
I rozmdleje stopniowo,
By ujednić na nowo,
I na nowo się zrośnie w ogniwo.
*
Lecz, nie kwiląc jak dziecię,
Raz wywalczę się przecie.
Niech mi puchar podadzą i wieniec!...
I włożyłem na czoło,
I wypiłem, a wkoło,
Jeden mówi drugiemu: „Szaleniec!!”
*
Więc do serca o radę
Dłoń poniosłem i kładę,
Alić nagle zastygnie prawica:
Głośno śmieli się oni,
Jam pozostał bez dłoni,
Dłoń mi czarna obwiła pętlica.
*
Źle, źle zawsze i wszędzie,
Ta nić czarna się przędzie:
Ona za mną, przede mną i przy mnie,
Ona w każdym oddechu,
Ona w każdym uśmiechu,
Ona we łzie, w modlitwie i w hymnie.
*
Lecz, nie kwiląc jak dziecię,
Raz wywalczę się przecie;
Złotostruna, nie opuść mię, lutni!
Czarnoleskiej ja rzeczy
Chcę — ta serce uleczy!
I zagrałem...
...i jeszcze mi smutniéj.
Moja piosnka
▲Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla d a r ó w Nieba...
Tęskno mi, Panie...
*
Do kraju tego, gdzie winą jest dużą
Popsować gniazdo na gruszy bocianie,
Bo wszystkim służą...
Tęskno mi, Panie...
*
Do kraju tego, gdzie pierwsze ukłony
Są - jak odwieczne Chrystusa wyznanie:
"B ą d ź p o c h w a l o n y!"
Tęskno mi, Panie...
*
Tęskno mi jeszcze i do rzeczy innej,
Której już nie wiem, gdzie leży mieszkanie,
Równie niewinnej...
Tęskno mi, Panie...
*
Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia,
Do tych, co mają t a k za t a k — n i e za n i e —
Bez światło-cienia...
Tęskno mi, Panie...
*
Tęskno mi owdzie, gdzie któż o mnie stoi?
I tak być musi, choć się tak nie stanie
Przyjaźni mojéj!...
Tęskno mi, Panie...
Bema pamięci żałobny-rapsod
▲B y r o n
L'atr?... c'est l'art - et puis, voila tout.
B é r a n g e r
I
Czemu, Cieniu, odjeżdżasz, ręce złamawszy na pancerz,
Przy pochodnniach, co skrami grają około twych kolan? -
Miecz wawrzynem zielony i gromnic płakaniem dziś polan,
Rwie się sokół i koń twój podrywa stopę jak tancerz.
— Wieją, wieją proporce i zawiewają na siebie,
Jak namioty ruchome wojsk koczujących po niebie.
Trąby długie we łkaniu aż się zanoszą, i znaki
Pokłaniają się z góry opuszczonymi skrzydłami,
Jak włóczniami przebite smoki, jaszczury i ptaki…
Jako wiele pomysłów, któreś dościgał włóczniami…
II
Idą panny żałobne: jedne, podnosząc ramiona
Ze snopami wonnymi, które wiatr rozrywa;
Drugie, w konchy zbierając łzę, co się z twarzy odrywa,
Inne, drogi szukając, choć przed wiekami zrobiona...
Inne, tłukąc o ziemię wielkie gliniane naczynia,
Czego klekot w pękaniu jeszcze smętności przyczynia.
III
Chłopcy biją w topory pobłękitniałe od nieba,
W tarcze rude od świateł biją pachołki służebne,
Przeogromna chorągiew, co się wśród dymów koleba,
Włóczni ostrzem o łuki, rzekłbyś, oparta pod-niebne…
IV
Wchodzą w wąwóz i toną... wychodzą w światło księżyca
I czernieją na niebie, a blask ich zimny omusnął,
I po ostrzach, jak gwiazda spaść nie mogąca, prześwieca,
Chorał ucichł był nagle i znów jak fala wyplusnął…
V
Dalej — dalej — aż kiedy stoczyć się przyjdzie do grobu
I czeluście zobaczym czarne, co czyha za drogą,
Które aby przesadzić Ludzkość nie znajdzie sposobu,
Włócznią twego rumaka zeprzem, jak starą ostrogą…
VI
I powleczem korowód, smęcąc ujęte snem ogrody,
W bramy bijąc urami, gwizdając w szczerby toporów,
Aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody,
Serca zmdlałe ocucą — pleśń z oczu zgarną narody...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Dalej — dalej — —
* * *
▲I
Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie,
Że ci z e z ł o t a s t a t u ę lud niesie,
Otruwszy pierwej?...
Coś ty Italii zrobił, Alighieri,
Że ci d w a g r o b y stawi lud nieszczery,
Wygnawszy pierwej?...
Coś ty, Kolumbie, zrobił Europie,
Że ci t r z y g r o b y w e t r z e c h m i e j s c a c h kopie,
Okuwszy pierwej?...
Coś ty uczynił swoim, Camoensie,
Że p o r a z d r u g i grób twój grabarz trzęsie,
Zgłodziwszy pierwej?...
Coś ty, Kościuszko, zawinił na świecie,
Że d w a c i ę g ł a z y w e d w u s t r o n a c h g n i e c i e,
Bez miejsca pierwej?...
Coś ty uczynił światu, Napolionie,
Że cię w d w a g r o b y zamknięto po zgonie,
Zamknąwszy pierwej?...
Coś ty uczynił ludziom, Mickiewiczu?
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
II
Więc mniejsza o to, w jakiej spoczniesz urnie,
Gdzie? kiedy? w jakim sensie i obliczu?
Bo grób twój jeszcze odemkną powtórnie,
Inaczej będą głosić Twe zasługi
I łez wylanych dziś będą się wstydzić,
A lać ci będą łzy potęgi drugiej
Ci, co człowiekiem nie mogli Cię widziéć…
III
Każdego z takich jak Ty świat nie może
Od razu przyjąć na spokojne łoże,
I nie przyjmował nigdy, jak wiek wiekiem,
Bo glina w glinę wtapia się bez przerwy,
Gdy sprzeczne ciała zbija się aż ćwiekiem
Później… lub pierwéj…
Fortepian Szopena
▲a d b a n c d i e m ita servavi...
Annibal
I
Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie
Nie docieczonego wątku — —
— Pełne, jak Mit,
Blade, jak świt...
— Gdy życia koniec szepce do początku:
"Nie stargam Cię ja — nie! — Ja, u-w y d a t n i ę!..."
II
Byłem u Ciebie w dni te, przedostatnie,
Gdy podobniałeś — co chwila, co chwila —
Do upuszczonej przez Orfeja liry,
W której się rzutu-moc z pieśnią przesila,
I rozmawiają z sobą struny cztéry,
Trącając się,
Po dwie — po dwie —
I szemrząc z cicha:
"Z a c z ą ł ż e o n
U d e r z a ć w t o n?...
C z y t a k i M i s t r z!... ż e g r a... c h o ć - o d p y c h a?..."
III
Byłem u Ciebie w te dni, Fryderyku!
Którego ręka... dla swojej białości
Alabastrowej — i wzięcia — i szyku —
I chwiejnych dotknięć jak strusiowe pióro —
Mięszała mi się w oczach z klawiaturą
Z słoniowej kości...
I byłeś jako owa postać, którą
Z marmurów łona,
Miźli je kuto,
Odejma dłuto
Geniuszu — wiecznego Pigmaliona!
IV
A w tym, coś grał — i co? zmówił to — i co? powié,
Choć inaczej się echa ustroją,
Niż gdy błogosławiłeś sam ręką Swoją
Wszelkiemu akordowi —
A w tym, coś grał: taka była prostota
Doskonałości peryklejskiéj,
Jakby starożytna która Cnota,
W dom modrzewiowy wiejski
Wchodząc, rzekła do siebie:
"O d r o d z i ł a m s i ę w N i e b i e
I s t a ł y m i s i ę a r f ą - w r o t a,
W s t ę g ą — ś c i e ż k a...
H o s t i ę — p r z e z b l a d e w i d z ę z o b ż e...
N a T a b o r z e!"
V
I była w tym Polska, od zenitu
Wszechdoskonałości dziejów
Wzięta, tęczą zachwytu — —
Polska — p r z e m i e n i o n y c h k o ł o d z i e j ó w!
Taż sama, zgoła,
Złoto-pszczoła!...
(Poznał-ci-że bym ją - na krańcach bytu!...)
VI
I — oto — pieśń skończyłeś — — i już więcéj
Nie oglądam Cię — — jedno — słyszę:
Coś?... jakby spór dziecięcy - -
— A to jeszcze kłócą się klawisze
O nie dośpiewaną chęć:
I trącając się z cicha,
Po ośm — po pięć —
Szemrzą: "P o c z ą ł ż e g r a ć? c z y n a s o d p y c h a??..."
VII
O Ty! — co jesteś miłości profilem,
Któremu na imię Dopełnienie;
Te — co w sztuce mianują Stylem,
Iż przenika pieśń, kształci kamienie...
O! Ty — co się w dziejach zowiesz E r ą,
Gdzie zaś ani historii zenit jest,
Zwiesz się razem: D u c h e m i L i t e r ą,
I "consummatum set"...
O! Ty — D o s k o n a ł e — W y p e ł n i e n i e,
Jakikolwiek jest Twój, i gdzie?... znak...
Czy w F i d i a s u? D a w i d z i e? czy w S z o p e n i e?
Czy w E s c h y l e s o w e j scenie?...
Zawsze - zemści się na tobie: BRAK!...
— Piętnem globu tego — niedostatek:
D o p e ł n i e n i e?... go boli!...
On — r o z p o c z y n a ć woli
I woli wyrzucać wciąż przed siebie - zadatek!
— Kłos?... gdy dojrzał jak złoty kometa,
Ledwo że go wiew ruszy,
Deszcze pszenicznych ziarn prószy,
Sama go doskonałość rozmieta...
VIII
Oto — patrz, Fryderyku!... to — Warszawa:
Pod rozpłomienioną gwiazdą
Dziwnie jaskrawa — —
— Patrz, organy u Fary; patrz! Twoje gniazdo:
Owdzie — patrycjalne domy stare
Jak P o s p o l i t a — r z e c z,
Bruki placów głuche i szare,
I Zygmuntowy w chmurze miecz.
IX
Patrz! z zaułków w zaułki
Kaukaskie się konie rwą
Jak przed burzą jaskółki,
Wyśmigając przed pułki,
Po s t o — po s t o —
— Gmach zajął się ogniem, przygasł znów,
Zapłonął znów — — i oto — pod ścianę
Widzę czoła ożałobionych wdów
Kolbami pachnę — —
I znów widzę, acz dymem oślepian,
Jak przez ganku kolumny
Sprzęt podobny do trumny
Wydźwigają... runął... runął — Twój f o r t e p i a n!
X
Ten!... co Polskę głosił, od zenitu
Wszechdoskonałości Dziejów
Wziętą, hymnem zachwytu —
Polskę — przemienionych kołodziejów;
Ten sam — runą — na bruki z granitu!
— I oto: jak zacna myśl człowieka,
Poterany jest gniewami ludzi,
Lub j a k — o d w i e k a
W i e k ó w — w s z y s t k o, c o z b u d z i!
I — oto — jak ciało Orfeja,
Tysiąc Pasji rozdziera go w części;
A każda wyje: "Nie ja!...
N i e j a" — zębami chrzęści —
*
Lecz Ty? — lecz ja? — uderzmy w Sądne pienie,
Nawołując: "C i e s z s i ę, p ó ź n y w n u k u!...
J ę k ł y — g ł u c h e k a m i e n i e:
I d e a ł — s i ę g n ą b r u k u — —"
Cyprian Kamil Norwid (1821-1883)
Wybitny polski poeta, prozaik, dramatopisarz, rzeźbiarz i malarz. Lata szkolne spędził w Warszawie. Od 1840 r. zamieszczał poezje w czasopismach. W 1842 r. wyjechał z Polski, żeby podjąć studia we Włoszech. W 1846 r. przesiedział miesiąc w więzieniu w Berlinie, oskarżony o działalność na rzecz wydarzeń rewolucyjnych w kraju. Nabawił się tam postępującej głuchoty. Wyjechał do Brukseli, później do Rzymu i Paryża. W 1848 r. przeciwstawił się poglądom politycznym Mickiewicza, zawartym w Składzie zasad, oraz jego koncepcji romantyzmu. Doceniał jednak znaczenie i wielkość poezji romantycznej. W jego poglądach widać wpływy Krasińskiego oraz filozofów polskich, Cieszkowskiego i Trentowskiego.
Na twórczość Norwida oddziaływały również niepowodzenia osobiste (nieodwzajemniona miłość do Marii Kalergis). W 1852 r. wyjechał do Ameryki. Zarabiał na życie rysunkiem, rzeźbą. Po dwóch latach wrócił do Paryża. Znany był jako człowiek o oryginalnej osobowości i umysłowości, trochę dziwak, dobry rysownik, autor akwarel i akwafort. Był autorem poematów, nowel, traktatów, dramatów, wierszy lirycznych oraz tłumaczem utworów Dantego, Szekspira i Byrona. Wydał poematy, m.in. Quidam, Promethidion i eseje: Czarne kwiaty i Białe kwiaty.
Duże znaczenie ma zwłaszcza Promethidion (Promethidion – syn Prometeusza), poemat stanowiący wykład poglądów Norwida na sztukę i na jej rolę w kulturze narodowej. Norwidowskie rozumienie sztuki znacznie odbiegało od pojęć romantycznych, a zbliżało się do utylitaryzmu pozytywistycznego. Sztuką według niego mogła być każda praca codzienna, byle tylko była wykonywana z miłością. Największe znaczenie dla Norwida miała sztuka rdzennie polska, opierająca się na tradycji innych narodów, ale przede wszystkim na rodzimym pięknie. Warunki te spełniała według niego muzyka Chopina, przekształcająca ludowe motywy w Wielką Sztukę. Z tej fascynacji Chopinem narodził się wiersz Fortepian Szopena, utwór niezwykle trudny i wielokontekstowy, zamieszczony w zbiorze Vade – mecum. Zbiór ten został opracowany w latach 1857-1865,ale z jego wydaniem Norwid miał kłopoty. Jego poezja była niezrozumiała dla większości współczesnych mu ludzi, co poeta przewidział, w wierszu Klaskaniem mając obrzękłe prawice z goryczą stwierdzając, że dopiero wnuki docenią jego twórczość (co też się stało).
Prócz tego Norwid napisał dramaty: Wanda, Krakus, Kleopatra i Cezar, Pierścień wielkiej damy. Spuścizna pisarska po Norwidzie została odkryta i była sukcesywnie wydawana w okresie Młodej Polski przez „późnego wnuka” – Zenona Przesmyckiego. Ostatnie lata życia spędził Norwid w polskim przytułku dla emigrantów im. św. Kazimierza w Ivry pod Paryżem. Zmarł tamże 23 V 1883 roku. Prochy jego spoczywają na cmentarzu w Montmorency, w polskim grobie zbiorowym.
Twórczość Norwida sytuuje się na granicy pomiędzy romantyzmem a pozytywizmem. Ciągłe powroty do tematów romantycznych, polemika z nimi (zwłaszcza z formułą czynu romantycznego), zindywidualizowane stanowisko twórcze, a także trudna forma artystyczna jego utworów – te wszystkie elementy stawiają go jednak w szeregu pisarzy romantycznych, choć pokoleniowo przynależał już do pozytywizmu. ▲