Paweł Hertz
Spis rzeczy
Ziemia wybrana
▲Znowu się budzę i powracam w świat,
Gdzie wszyscy żywi i wszyscy nieżywi
Wciąż się prawują ze mną o ten świat.
Oni są we śnie, więc są niecierpliwi.
Wciąż szron nam sypie na skronie i lat
Coraz dodaje, byśmy z nim prędzej
Na zawsze byli w ich blasku i nędzy.
Czy jest tam jeszcze co - nikt nie odgadnie.
Za snem, za dniem, za nocą i ciemnością
Będzie spoczynek utrudzonym kościom,
Schylonym grzbietom, załamanym rękom,
Miłościom, myślom, bogactwom, piosenkom,
Gdy ciężka ziemia na oczy nam spadnie.
Na co się krzątać tak? Na co źle czynić
Lub czynić dobrze według cudzej miary?
Żyć i umierać jak każą zegary,
Złote monety ukrywać we skrzyni
Lub je rozrzucać bez chęci i celu,
Jak ów przelotny mieszkaniec hotelu?
Do innej ziemi nie tęsknię, choć piękną
Zdawała im się w całym swoim blasku,
Lecz tutaj tylko dwie, trzy nuty brzękną
Lub drzewo cień swój położy na piasku:
Wszystko to dla nas tutaj przeznaczone.
Odejść nie mogę, bo kocham tę stronę.
Nim tu przyszedłem, dano mi na pewno,
Abym wybierał, ciemność lub południe,
Obłok łagodny albo chmurę gniewną
I ziemię, w której żyć łatwiej lub trudniej.
Więc sobie ziemię wybrałem rozumnie,
Biedną, bezbronną, lecz lekką na trumnie.
Opowieść zimowa
▲Pozwól mi tu zatrzymać się. Tu smutno.
Tu dzień zimowy tak mi szybko zbiegł
Jak dawne lata, gdym nie znał, co śnieg,
A co pościeli cienkie, białe płótno.
Pozwól mi zostać na pustej równinie
Z niebem nad głową zmarzłym, z rzeką ściętą
Nieczułym lodem.
Tu opodal bieda.
Szron na opłotkach. Kruk skacze. Lśni szkło
Stłuczonej flaszki z czarną etykietką.
Mieni się rdza blaszanek. Ot i cała scheda
Po obcym wojsku, które tędy szło.
Jakże się gorzko myli pisarz ów,
Co dla radości szuka słów wesołych
I o wolności pośród książek marzy.
Daleko on. Tu dzieci z wiejskiej szkoły
Znają na pamięć kilka prostych słów,
Od których milknie gadulstwo pisarzy.
Pozwól mi zostać tu, gdzie prosty świat,
Gdzie drzewo rośnie i gdzie chłopiec płacze
Nad wyszczerbionym kubkiem mleka,
Gdzie nikt nie lęka się, skąd nie ucieka,
Triumfów nie sławi i nie płacze strat.
Jest wiele słów, lecz jedno jest milczenie,
Kiedy umiera kto albo się rodzi,
albo gdy trafiam na te wiersze w Burzy,
Gdzie całe nasze życie tylko cieniem
Spowija się pod piórem mądrego Szekspira.
Ten cień od lat za moim cieniem chodzi
I on miłości, śmierci mojej służy,
I jestem w nim jak dom żałoby w kirach.
Pozwól mi zostać tu, żałobę zrzucić.
Tu bieda. Tu nie trzeba wielu nut,
By w noc i w dzień, i w kraj, i w świat powrócić,
By prysł jak szkło nieczuły serca lód.
Ja wiem, ja wiem... Nazbyt kochałem rymy.
Fałszywy blask ich jeszcze we mnie błyszczy.
Fałszywy kir i oschły wiersz kochałem.
Tu bieda. Tu, wśród poczerniałych zgliszczy,
Stoję i milczę, słucham, więzień zimy
Ogromnej, białej...
Pieśni jesienne i zimowe VI
▲Listopad. Pierwszy śnieg.
J pierwszy szron na skroni.
Nadchodzi klęski wiek.
Czas się wieczności broni.
Odwiało białe mgły.
Już zima jesień grzebie.
Jak w oku chłodne łzy,
Stanęły gwiazdy w niebie.
Pieśni jesienne i zimowe XIII
▲Im prościej, tym piękniej.
O słodka prostoto!
O szczęścia bogacza,
Co rzucił swe złoto!
Im prościej, im tęsknej,
Im czulej napiszę,
Tym prędzej braterską
Odpowiedź usłyszę.
A jest w tej prostocie
Ukryta zawiłość.
Lecz miłość mi będzie
Zwrócona za miłość.
Pejzaż
▲Przed świtem zapomniane twarze,
Zioła, zwierzęta, mgła na wodzie,
Wszystko wplątane w wirydarze
Snu, co prowadzi po ogrodzie.
I sen nadchodzi. Niewidzialny.
Opada rosą w drzew listowie.
Dzień ruchem ledwo dotykalnym
Zamyka ciężkie wrota powiek.
Nurt
▲W przygodnie zasłyszanym śpiewie,
W wietrze, co liść o liść potrąca,
Harmonia jest, o której nie wiesz,
Wieczna jak noc, co trwa idąca.
Ogromnym nurtem wciąż przepływa
I ciemne fale czasu toczy.
I przez nią pada w proch Niniwa.
I przez nią gasną moje oczy.
Katarynka IV
▲Pomiędzy dwiema topolami
niebo jest coraz bledsze.
I biegnie jesień nad polami,
i wszystkie barwy zetrze.
Zaorana ziemia. Kracze wrona.
Czy z dawnych lat pamiętasz,
jak skrzypi furtka otworzona
na zapuszczony cmentarz?
Katarynka X
▲Z tego świata, co mi dany,
ledwo wybrałem dwie wiosny,
staw o świcie zwierciadlany,
pewno kilka wierszy prostych,
w których ptak ze skwirem spada,
mgły się włóczą w ciepłe noce,
kiedy rzeka głośno gada,
kiedy wiatrak nie klekoce.
Z tego świata, co mi dany,
ledwo wybrałem dwa rymy,
dom rodzinny zrujnowany,
sen w puszystym futrze zimy.
Z każdym rokiem mniej mi trzeba,
ucho coraz mądrzej słyszy,
oko widzi więcej nieba,
usta zastygają w ciszy.
Katarynka XI
▲Ty myślisz, że to pada śnieg,
a to się tylko sypie czas.
Odpływa w mgłę zimową wiek,
unosząc w białym kurzu nas.
Upada dąb i laur, i wiąz,
kruszy się kość i twardy mur,
i pęka spiż i stal, i brąz,
i z ruin wstaje ludzki chór.
Nic mi nie zostało
▲Nic mi nie zostało z lata,
nic mi z wiosny nie zostało.
Znów jaskółka nisko lata,
deszczyk kropi, pachnie miętą,
leży biała brzoza ścięta.
Młodą śmiercią tu przewiało.
Teraz pięknie farby świata
ciepłe deszcze zmyją śmiało.
Noc siodłata, noc garbata,
jak starucha nożycami
nić przecina między nami.
Pusto. Cicho. Chłodno. Biało.
Pieśni z rynku II
▲W tym domu może dwóch nas było,
A może więcej. Ja nie powiem,
Ilu nas śniło i marzyło,
A świat dotykał naszych powiek.
W tym domu może dwóch nas było.
W tym domu może dwóch nas było,
Inni gonili grosz i sławę.
Stracili ludzką cześć i miłość,
Stracili własne serce prawie.
W tym domu może dwóch nas było.
W tym domu może dwóch nas było,
A może więcej. Niech nas sądzą,
Ilu nas śniło i marzyło.
Obłudnik mówił: „Oni błądzą”.
W tym domu może dwóch nas było.
W tym domu może dwóch nas było.
I pozostanie jak świadectwo
Troska i gorycz, ból i miłość,
Która ocala strof kalectwo
W świecie, gdzie może dwóch nas było.
Pieśni z rynku VIII
▲Najchętniej odszedłbym stąd,
Od zwycięstw i klęsk, i kłótni,
Gdzie zbrodnią staje się błąd,
A cnotą - brzęczenie trutni.Ale tak kocham was
I potępieńcze te swary,
I nasz okrutny czas,
I nasze winy i kary.
Że jestem, będę. Z tych dni,
Przez pot, co nam skronie zrasza,
Jak światło poranne lśni
Wolność wasza i nasza.
Powrót do domu
▲Ja barbarzyńskiej nie pamiętam mowy.
Pierwszego lotu uczyła mnie Nike.
Okryty płaszczem polowym
Sen wojny i pokoju w słowach smutnych zamykam.
Skrzydlata matko moja,
Uśpiona w paryskim Luwrze,
Syn marnotrawny wraca do ciebie po latach.
Tu popiół.
Tu była Troja.
Tutaj chcę umrzeć
Paweł Hertz (1918-2001)
Pisarz, poeta, eseista, tłumacz i edytor. Na początku lat 30. współpracował z „Buntem Młodych” – pismem redagowanym przez Jerzego Giedroyca. W swojej twórczości poetyckiej (m.in. „Dwie podróże”, „Szarfa ciemności”, „Małe ody i treny”) zaliczanej do nurtu neoklasycyzmu odwoływał się do tradycji i trwałych symboli kultury, przeciwstawiając je krytycznym wizjom współczesnego świata. Wydane w 1948 r. opowiadania pod tytułem „Sedan” stały się jednym z najważniejszych świadectw powojennych rozrachunków inteligenckich.
Sam nazywał swój program literacki konserwatywnym, a wyraz tym poglądom dał w zbiorach szkiców „Domena polska” (1961), „Ład i nieład” (1964), „Świat i dom” (1977) oraz w licznych zbiorach felietonów. Nad nowatorstwo i eksperymenty literackie przedkładał prozę Tołstoja, Turgieniewa, Dostojewskiego i Tomasza Manna – pisarzy, których dzieła opracowywał – i tłumaczonego przez siebie Prousta. Wiele jego powiedzeń stało się powszechnie znanych.
To on nazwał Dom Literatury – siedzibę organizacji pisarzy – „domem umarłych”.
W 1957 r. Hertz wystąpił z PZPR protestując w ten sposób przeciwko zawieszeniu, po przygotowaniu z jego udziałem, pierwszego numeru pisma „Europa”. W 1964 r. był jednym z sygnatariuszy Listu 34 – protestu intelektualistów polskich przeciwko polityce kulturalnej władz PRL. W latach 1974–75 prowadził stały felieton w „Tygodniku Powszechnym”.
Nie mniej cenna od dokonań poetyckich, prozatorskich i eseistycznych była jego działalność edytorska. Paweł Hertz przygotował monumentalną, siedmiotomową serię „Zbiór poetów polskich XIX wieku” (1959–75) i wraz z Władysławem Kopalińskim „Księgi cytatów z polskiej literatury pięknej od XIV do XX wieku”.▲
Barbara Łopieńska - POLITYKA