Czytanie po burzy
Janusz Drzewucki
„Rzeczpospolita”, 28 lipca 1999
Na sztukę i kulturę śródziemnomorską patrzymy jego oczami...
Rok temu, 28 lipca o godzinie 4 rano w Warszawie w wieku niespełna 74 lat zmarł jeden z najwybitniejszych polskich poetów XX wieku - Zbigniew Herbert. Gdy poeta umierał, nad stolicą szalała burza.
Wydany trzy miesiące wcześniej ostatni jego zbiór wierszy został zatytułowany "Epilog burzy". Na okładce tomiku wydawca, zgodnie z życzeniem poety, zamieścił reprodukcję tajemniczego obrazu Giorgione'a "Burza" ze zbiorów weneckiej Akademii.
Już za życia nazwano go klasykiem i olimpijczykiem, poetą współczesności i poetą kultury, metafizycznym i politycznym, ponadto "depozytariuszem umarłych", "wygnańcem z Arkadii" i "uciekinierem z Utopii". Rzecz jednak w tym, że Herberta nie da się ująć w żadne ramy. Co prawda apologeci widzieli w poecie wyłącznie Księcia Niezłomnego, ostatniego sprawiedliwego w Sodomie, słowem - niekwestionowany autorytet moralny. On zaś sam w ostatnich wierszach z cyklu "Brewiarz" pisał po prostu o sobie starzejącym się, chorującym, o kimś, kto cierpi, kto powoli umiera. Człowiek jest istotą słabą i kruchą - zdaje się nam mówić w tych utworach poeta. I jeszcze to, że byt człowieka, każdego człowieka, jest naznaczony tragizmem. O tym właśnie traktują także wiersze: "Koniec", "Kant. Ostatnie dni", "Starość", "Pal" oraz "Tkanina", w której czytamy:
odmierza lata wyspy wieki by wreszcie przenieść na brzeg niedaleki
czółno i wątek osnowy i całun
Pochylając się w pierwszą rocznicę śmierci Herberta nad jego liryką, te ostatnie wiersze trzeba traktować z taką samą uwagą, z jaką traktujemy jego najwybitniejsze i najbardziej znane utwory: "Apollo i Marsjasz", "Tren Fortynbrasa", "Raport z oblężonego Miasta", "Potęga smaku" czy "17 IX". Dziś wiemy na pewno, że nie należy czytać Herberta wybiórczo, według interpretacyjnych, narzuconych nie tylko przez krytyków, stereotypów. Dlatego też wracając do "Przesłania Pana Cogito" lub do "Modlitwy Pana Cogito - podróżnika" należy mieć na uwadze fakt, że autor tych, wykutych w marmurze, strof pod koniec życia napisał i takie utwory, jak: "Ala ma kota. W obronie analfabetyzmu" i "Pan Cogito. Lekcja kaligrafii", w którym nie bez ironii opisuje, jak to młody Cogito wygrał w szkole konkurs kaligrafii, gdyż najpiękniej napisał literę bi "osiągnął zasłużone laury Petrarki".
Był autorytetem moralnym - to prawda, ale przede wszystkim był wybitnym poetą, artystą słowa przedstawiającym w swoich utworach człowieka takiego, jakim jest naprawdę, pełnego sprzeczności: jednocześnie silnego i słabego, mężnego i tchórzliwego, wielkodusznego i małodusznego, kochającego ludzi i nie potrafiącego im wybaczać. Nic więc dziwnego, że w plebiscycie czytelników "Rzeczpospolitej" w zestawie 25 książek tworzących "Kanon na koniec wieku" "Poezje wybrane" Herberta znalazły się na 15 miejscu, pomiędzy dziełami Sołżenicyna i Orwella. Co więcej, autor "Pana Cogito" jest tym polskim twórcą, który plasuje się na tej liście na najwyższym miejscu, przed Witoldem Gombrowiczem, Gustawem Herlingiem-Grudzińskim i Brunonem Schulzem.
Był także świetnym eseistą i dramatopisarzem, i podróżnikiem. Dodajmy, niezrównanym podróżnikiem. Niejeden z nas - jadąc do Francji, do Włoch, do Holandii - wkłada do walizki "Barbarzyńcę w ogrodzie" lub "Martwą naturę z wędzidłem". Nic na to nie poradzimy, że na sztukę i kulturę śródziemnomorską patrzymy oczami Zbigniewa Herberta. Być może również dlatego, że w tekstach tych Herbert objawia się nie tylko jako znawca malarstwa i architektury, historii i filozofii, ale także jako smakosz, rozkoszujący się wspaniałościami wina i kuchni.
Wydaje się, że twórczość Herberta znamy doskonale i w całości. Tymczasem na edycję książkową czekają jego młodzieńcze wiersze, o których można powiedzieć wszystko, ale nie to, że są socrealistyczne o czym będą mogli się przekonać czytelnicy najbliższego numeru "Plusa Minusa". Ponadto liczne eseje o Grecji: "Labirynt nad morzem", "O Etruskach", "Sprawa Samos", "Próba opisania krajobraz greckiego", "Akropol i duszyczka", "Węzeł gordyjski", "Endymion" opublikowane przez poetę w latach 60. i 70. na łamach literackich miesięczników, takich jak "Twórczość", "Odra", "Więź". Warto byłoby przypomnieć krótkie felietony o sztuce, które w latach 50. regularnie ogłaszał Herbert w "Twórczości", a tak bodaj jedyny jego utwór prozatorski, czy opowiadanie "Lustro", opublikowano w pamiętnym 1981 roku na łamach "Pisma". Dobrze byłoby też zebrać w jednym tomie rozrzucone przekłady Herberta m. in. Georga Trakla, Andre Frénauda, Maxa Frischa, Josepha Conrada. Wszystkie te utwory są spadkiem po poecie.
Poeta nie żyje, ale jego twórczości n trzeba traktować jako dzieła raz na zawsze zamkniętego. Co więcej, Herberta warto czytać dzisiaj na przekór temu wszystkiemu, co o nim zdążyliśmy już p myśleć i powiedzieć. Jak napisał w jednym z ostatnich wierszy "Szachy": "trzeba na nowo rozpocząć wędrówkę do wyobraźni".
blog comments powered by Disqus