Stanisław Grochowiak
Spis rzeczy
* * *
▲Tak żyć to trudno
To jest nie do zniesienia to życie
To jest nie do zniesienia w doliny
To jest nie do zniesienia nad morze
Tak żyć to trudno
Tak żyć to trudno
To jest nie do zniesienia to życie
To życie okropne i wstydliwe jak garb
Nie do zniesienia z poddasza suszonych ryb
Tak żyć to trudno
Tak żyć to trudno
To trudno tak kochać w kółko nad pustym szlafrokiem
Nad brudną koszulą popsutym grzebieniem
Nie do zniesienia w doliny
Nie do zniesienia nad morze
Nie do zniesienia na rękach
Upojenie
▲Jest wiatr, co nozdrza mężczyzny rozchyla;
Jest taki wiatr.
Jest mróz, co szczęki mężczyzny zmarmurza;
Jest taki mróz.
Nie jesteś dla mnie tymianek ni róża,
Ani też "czuła pod miesiącem chwila" —
Lecz ciemny wiatr,
Lecz biały mróz.
Jest deszcz, co wargi kobiety odmienia;
Jest taki deszcz.
Jest blask, co uda kobiety odsłania;
Jest taki blask.
Nie szukasz we mnie silnego ramienia,
Ani ci w myśli "klejnot zaufania",
Lecz słony deszcz,
Lecz złoty blask.
Jest skwar, co ciała kochanków spopiela;
Jest taki skwar.
Jest śmierć, co oczy kochanków rozszerza;
Jest taka śmierć.
Oto na rośnych polanach Wesela
Z kości słoniowej unosi się wieża
Czysta jak skwar,
Gładka jak śmierć.
* * *
▲Delikatność miłości
Którą mi dała —
Cytryny plasterek
Nabrzmiały po brzeg
To tak jakbym po ostrzach złotych brzytew szedł
Tak mnie przywabiał cienki głos jej ciała
Lecz nagle głową
Z wysokości spadła
W czerwony otwór
Moich chłonnych ust
To tak jakbym z nagła wbił brutalny gwóźdź
W środek na balu białego zwierciadła
* * *
▲Dla zakochanych to samo staranie — co dla umarłych,
Desek potrzeba zaledwie też sześć,
Ta sama ilość przyćmionego światła.
Dla zakochanych te same zasługi — co dla umarłych,
Pokój z miłością otoczcie bojaźnią,
Dzieciom zabrońcie przystępu.
Dla zakochanych — posępnych w radości — te same suknie.
Nim drzwi zatrzasną,
Nim zasypią ziemię,
Najcięższy brokat odpadnie z ich ciał.
Model
▲Miłość dorosła — zawsze jak kupiona;
Tak ją obracasz na zziębniętych palcach,
Jak chłop obraca przed dobiciem targu
Banknot nasiąkły zapachem siennika,
Tak ty obracasz: główkę z porcelany,
Piersi stojące na baczność z grzeczności.
Miłość dorosła — między tobą: całym,
A szczegółami damskiej garderoby;
Romeo klipsa, Kawaler Podwiązki"
Teraz dopiero potrafiłbyś kochać —
Kroplę na wardze, cień bzu na policzku,
Zapach bijący z porannej pościeli.
Spójrz, jaki żebrak: w smokingu zaledwie
Z ramion fryzjera czułych wypuszczony,
Jakby niesyty tej słodkiej miłości
Rękę wyciąga —
* * *
▲Miłość —
Dziś myślę o niewielkich ptakach
Idących wolno na łapkach zbolałych
Miłość —
Dziś dotknę twoich ust zbiedniałych
Gdzie była miłość —
A pomyślę: jaka
Miłość —
Dziś powiem
Dam jej kształt
Odkłamię
Niewielkim ptakom na skrzydeł dźwiganie
Rozprawa o metodzie
▲Nieważne że macie ochotę mnie zabić
Ale zabijajcie możliwie bez bólu
Nie chodzi bowiem o treść
A o metodę
Nieważne że macie ochotę mnie zabić
Nieważne że będę płakał z bólu
Ale zabijajcie mnie z dala od oczu żony
Chodzi o metodę
Chodzi o metodę O odrobinę cywilizacji
O trochę wysiłku mózgów tak ciężkich jak wasze
O tę kruchą kruszynę
Wyrozumienia
Biedne
▲Leżała radość
Szli ludzie i przeszli
Leżała radość
Za wcześnie
Za wcześnie pannie która była ładna
Za późno chłopcu który był po wszystkim
A obok czasu
Tych zafrasowanych
Którzy są po to
By zacieniać ściany
Leżała radość
Szli ludzie i przeszli
Ujrzała radość
Zniszczone podeszwy
Kroki
▲Nad sklepieniem mej celi
idą ludzie, weseli,
do domów, rodzin, matek.
Niosą serca wzruszone,
oczy szczęściem zamglone,
będę łamać opłatek.
A ja tutaj sam jeden
opłakuję swą biedę
głodu i samotności.
Uchwycę kawał ściany,
przełamię płat ceglany,
mój opłatek wolności.
* * *
▲To, co utrwalam, przelotne jest,
To chwila jest — strzęp nieistotny.
Wykopią słowa cienkie jak ości,
Oni — o wargach soczystych jak miąższ.
I tylko obraz im może zostanie,
Przeczucie wiatru i nocy, i mgły.
W ciemnym pokoju głupia dziewczyna,
Loki jak brezent czarnozielone.
Może zobaczą ściśniętą dłoń,
Lichtarz przyssany do białej firany.
Wysoki płomień, żółtość i kurz.
Motyl popiołu wzlatujący w niebo.
Tak z moim wierszem. Tyle w nim trwania,
Tyle w nim światła — zielone, zielone...
— Ktoś chciał podpalić fundamenty światów,
A teraz płacze, wyłamując dłonie.
Zamieć
▲Bo teraz popatrz: znowu mamy śniegi
Szklane trumienki twych powiek pokryte
Zawiane usta —
Pajęczyny lodu
Śpią w twoich nozdrzach jak w maleńkich grotach
Bo teraz poczuj: znowu wieją mrozy
Żyły twe stygną jak kwiaty na szybie
Na ciepłym języku usiadł anioł chłodu
Szronem się pokrył strop podniebienia
Bo teraz posłysz: drwale dzwonią w drzewa
Sanie po śniegu jak po srebrnym chruście
Ptak skostniał
Zapadł
I uderzył w biegun
A dźwięk tak cienki jakby ktoś zakrzyknął
Franz Kafka
▲"Umarł ze strachu"
Tak napisano
A wszędzie tylko blachy i mury —
I sztywne dymy jak wzdęte fryzury
Nad przerażeniem dachów.
Pisał o ludziach przemienionych w szczury,
O krzywych chmurach jak cienie odwachu,
Deklinował kaźnie,
Koniugował tortury —
Gramatyk strachu.
Gdzie się narodził?
A narodził się czule —
I jak innych — go smoczkiem wytrwale karmiono,
Ale ujrzał nad globem czarownicę zieloną
I jej piersi szczerbate półkule.
I szewiectwo, co wbija ćwieczki w środek mózgu.
I mularstwo, co gipsuje usta i powieki —
I nierzadko zachodził pod rzeźnickie ścieki,
By długo słuchać plusku.
"Umarł ze strachu"
Tak napisano —
Pisano gwizdem za węgłami nocy...
Miarą epoki są tacy prorocy
Nad przerażeniem dachów.
Misterium
▲Po cichym drzewie jak po dużym smyku
Skrobie się żagiel grubej ćmy —
Już noc. Już szumią w twoim pokoiku
Białe i srebrne sny.
Siedząc nad tobą, z twarzą za oknami,
Odprawiam pacierz za dawno umarłych,
A oni piją wiatr z mojej wargi
I poruszają skrzydłami...
Zwątpienie
▲Powiedz mi, Jerzy, przeżywałeś
Moment, gdy patrzysz i truchlejesz:
Oto się Bóg twój w mgłę rozlewa,
I nic — i tylko mgła się chwieje?...
A ty jak piorun walisz czoło,
A wszystko tracisz. Nawet łzy.
Na oknie krzywo siedzi gołąb,
Trzymając w dziobie pasmo mgły.
Stanisław Grochowiak (1934-1976)
Polski poeta, prozaik, dramatopisarz, publicysta i scenarzysta filmowy. Urodził się 24 stycznia 1934 w Lesznie Wielkopolskim. Rozpoczęte i nie ukończone studia polonistyczne w Poznaniu (od 1951), później (od 1953) we Wrocławiu. W 1951 debiutował jako poeta w dodatku do "Słowa Powszechnego" wierszem pod tytułem "W młodych oczach". W latach 1953-1955 był członkiem redakcji WTK we Wrocławiu. Od 1955 w Warszawie, najpierw w Instytucie Wydawniczym PAX, później w zespole redakcyjnym Za i przeciw, 1958-1960 w dwutygodniku Współczesność (1959 redaktor naczelny), potem kolejno w redakcjach: Nowej Kultury, Kultury (Warszawa), Poezji, Miesięcznika Literackiego. 1956 opublikował jednocześnie powieść Plebania z magnoliami oraz pierwszy zbiór wierszy Ballada rycerska. Uchodzi za jednego z głównych twórców tzw. pokolenia Współczesności, akcentując swoją odrębność i bunt przy pomocy groteski oraz antyestetyzmu, zwanego turpizmem.
Kolejne tomy to: Menuet z pogrzebaczem (1958), Rozbieranie do snu (1959), Agresty (1963), Kanon (1965), Nie było lata (1969), Polowanie na cietrzewie (1972), Bilard (1975), Haiku-images (1978), poemat Totentanz in Polen (1969). Dramaty realizowane na scenie, w radio i w TV: Szachy (wystawione 1961), Partita na instrument drewniany (wystawiona 1962, ekranizacja 1976), Król IV (1964), Chłopcy (adaptacja telewizyjna 1966) i inne, zebrane w wyborach: Rzeczy na głosy (1966), Rzeczy na wersety i głosy (1973), Dialogi (1976). Także opowiadania w zbiorze Lamentnice (1958), powieści Trismus (1958) i Karabiny (1965), gdzie odwoływał się do doświadczeń wojenno-okupacyjnych. Uprawiał krytykę literacką, artystyczną i filmową. Wyróżniony został m. in.: nagroda państwową III stopnia (1962) i nagrodą Ministra Kultury i Sztuki II stopnia (1973). Zmarł w Warszawie 2 września 1976 r. ▲